Wystarczy nawet jedna dziesiątka różańca dziennie w konkretnej intencji i zaczniesz widzieć dwie rzeczy: przyjdzie rozwiązanie albo dostaniesz dar zrozumienia, przyjęcia i innego spojrzenia na daną sytuację.
Wystarczy nawet jedna dziesiątka różańca dziennie w konkretnej intencji i zaczniesz widzieć dwie rzeczy: przyjdzie rozwiązanie albo dostaniesz dar zrozumienia, przyjęcia i innego spojrzenia na daną sytuację.
Kolejny już raz ta sama czerwona droga, która prowadzi przez pola do niebieskiego krzyża, miejsca objawień. Tym razem po raz pierwszy idziemy tak dużą ekipą. W końcu ośmielona przez męża, przyjaciół i prośby na blogu, odważyłam się po raz pojechać w takim gronie, z grupą ludzi, których nie znam i pokazać im Medjugorie.
Może masz tak, że od dawna na coś czekasz i nic się nie dzieje. Prosiłaś tyle już razy. Zaczynasz tracić już nadzieję... Jeśli tak masz, dzisiejsze słowo jest dla Ciebie. Może warto dziś poprosić jeszcze raz, jeszcze raz uwierzyć...
Z Martą Żmudą Trzebiatowską, aktorką, żoną Kamila i mamą dwuletniego Bruna oraz drugiego maleństwa spotykamy się w niezwykle romantycznej scenerii, przy rzece Wilanówka na warszawskich Zawadach. Retro to moje pierwsze skojarzenie, kiedy myślę o Marcie. Jest w niej coś niedzisiejszego, w takim dobrym znaczeniu; ma klasę i styl przedwojennej gwiazdy filmowej. Niedzisiejsza jest także jej skromność mimo tylu sukcesów zawodowych i wygranych plebiscytów popularności na koncie. Marta przychodzi na rozmowę spokojna i uśmiechnięta. Obie milkniemy i z zapartym tchem podziwiamy okolice.
Z Magdaleną Lamparską, aktorką, a prywatnie żoną Bartka i mamą dwuletniego Tymoteusza, umówiłam się w jej ulubionej kawiarni Relaks na warszawskim Mokotowie. Na to spotkanie biegnę z taką radością, jakbyśmy się znały od dawna. Czuję podskórnie, że jest mi bliska. Zawsze urzekała mnie jej naturalność i ciepło, które od niej biło. Wpadam trochę spóźniona, a Magda wita mnie serdecznym uśmiechem i przytuleniem. Jest w tym uśmiechu coś niezwykle dziewczęcego. Kawka już na mnie czeka.
Z Magdą Grabowską-Wacławek, znaną jako Bovska, artystką, piosenkarką, graficzką, a prywatnie żoną Grzegorza, znam się najdłużej ze wszystkich moich rozmówczyń. W końcu to dzięki jej talentowi graficznemu i wsparciu zaczynałam mojego bloga. Wspólnie pracowałyśmy nad ostatnią książką i kalendarzem. Tym razem Magda jest także jedną z bohaterek mojej książki, którą sama w całości zaprojektowała graficznie. Na spotkanie w jej ulubionej restauracji Opasły Tom przy placu Teatralnym w Warszawie przychodzi ubrana jak zwykle ciekawie i z klasą. To jest jedna z tych osób z naturalną wrodzoną elegancją, która nawet w lnianym worku wyglądałaby jak królowa. Nietuzinkowa, kolorowy ptak, prawdziwa artystka. Przyglądając się, z jaką gracją zamawia herbatę, zastanawiam się nad tym, jak w jednej osobie może się kryć tak wiele różnych talentów.
Joanna Jędrzejczyk, zawodniczka mieszanych sztuk walki, wielokrotna mistrzyni świata, to osoba, którą podziwiam za determinację. Mało której polskiej sportsmence udało się zrobić taką karierę na świecie. Ta niezwykle silna i charyzmatyczna kobieta kryje w sobie jednocześnie delikatność i przebojowość. Od początku spotkania w warszawskim hotelu Marriott, który jest dla Joasi jak drugi dom, kiedy tylko przebywa w Warszawie, łapię się na tym, że przyglądam się jej z zaciekawieniem, a ona, przyzwyczajona do tego spojrzenia, pyta mnie troskliwie, czy nie jestem głodna, i z uznaniem zwraca uwagę na moje sneakersy, które sama kolekcjonuje i do których ma dużą słabość.
Wielki Post. Środa Popielcowa. Nowy początek. Kolejna szansa, żeby Jego odnaleźć, żeby siebie samego odnaleźć… Żeby spojrzeć inaczej i zmienić myślenie. Żeby na nowo odszukać dobrą drogę.
Chmura tagów