BÓG, KTÓRY DAJE NOWE ŻYCIE 0
BÓG, KTÓRY DAJE NOWE ŻYCIE

Z Wojciechem Modestem Amaro, znanym restauratorem, szefem kuchni oraz twórcą Atelier Amaro, pierwszej polskiej restauracji z gwiazdką Michelin po raz pierwszy spotkałam się na kilka dni przed Bożym Narodzeniem. Miałam przyjemność gościć w pięknym domu restauratora, poznać przesympatyczną żonę Agnieszkę oraz dzieci. Uderzyła mnie radość, miłość  i jedność, jaka panuje w tej rodzinie. Wszyscy zgodnie przyznają, że podczas tegorocznych Świąt najważniejszy w ich domu będzie Pan Bóg. Wcześniej nie zawsze tak było.

K: Na co Ty najbardziej czekasz w tegoroczne Święta Boże Narodzenia?

WMA: Oczywiście najbardziej czekam na przyjście Jezusa. Jeszcze kilkanaście dni temu w Ewangelii czytaliśmy o pannach roztropnych i nieroztropnych, które zapomniały dolać oliwy do lamp w oczekiwaniu na Oblubieńca. Ja czekam właśnie na to, aż ten Bóg człowiek przyjdzie do nas, przyjdzie również do mojego domu i do mojej rodziny z darami. Jakie to będą dary – tego nie wiem, ale przygotowałem się na to, żeby Go należycie przyjąć, żeby tu do nas zawitał i obsypał nas swoimi łaskami.

K: Jakby to miało wyglądać? Jak ma wyglądać ten moment, kiedy On przyjdzie?

WMA: Mówimy o sferze duchowej, więc to co na pewno niosą ze sobą Święta to oprócz przyjemności obcowania z rodziną, wspólnych rozmów, prezentów i tych wszystkich rzeczy, które wynikają z tradycji także Pan Bóg i wiara. Ważny też jest dla mnie ten aspekt, który jest niezliczalny i nienamacalny, ale na pewno istnieje. Wiem o tym z całą pewnością. Te prezenty i dary również duchowe na pewno też się pojawią, bo w końcu oczekujemy na Jego przyjście.

K: Podkreślasz, że te święta będą inne niż dotychczas, że będą przeżyte z Bogiem. Jak Ty spotkałeś Boga w wielkim mieście?

WMA:  Każdy ma swoją drogę. Znam wiele historii spotkania Boga, które miały miejsce przez chorobę, jakieś tragiczne wydarzenie. Inne znowu odbyły się od tak po prostu. Ja spotkałem Boga na samym szczycie kariery. Wszystko szło dobrze, kariera toczyła się rewelacyjnie, mam wspaniałą żonę i dzieci. Zbudowaliśmy dom naszym marzeń i ciężką pracą doszliśmy do wielu rzeczy, o które zabiegaliśmy przez długie lata. Można powiedzieć, że ziściły się nasze marzenia. Nagle w tym wszystkim pojawiła się jakaś pustka, krzyk rozpaczy i pytanie: co dalej? Zastanawialiśmy się z żoną co miałoby być tym następnym krokiem, celem, motywem działania? Co jest sensem życia? Nie umiałem odpowiedzieć sobie na pytania co dalej i jakoś mnie to zaczęło napawać lękiem. Zwróciłem się po odpowiedź do Boga i ta odwiedź przyszła.

K: Mówisz, że pojawiła się w Twoim życiu pustka. Na czym to dokładnie polegało? Mieliście przecież wszystko: pieniądze, sukces, sławę, jedną z najlepszych restauracji na świecie. Można powiedzieć, że świat leżał u Waszych stóp. Dlaczego to nie dawało szczęścia?

WMA: Ta pustka polega na tym, że w życiu, które powinno być zbudowane na systemie wartości ta najważniejsza wartość czyli życie z Panem Bogiem gdzieś nam się zagubiła. Bóg był przekładany w tej drabince na jakieś niższe miejsce. Mówię tu o pierwszym przykazaniu, żeby to Bóg był zawsze na pierwszym miejscu. Zaprzyjaźniony ksiądz twierdzi, że to co nam się przydarzyło to nie tyle nawrócenie, co opamiętanie. Opamiętałem się jak tak naprawdę powinna wyglądać ta hierarcha ważności. Myślę, że wszyscy jesteśmy wyposażeni w sumienie, w duchowość, w jakiś wewnętrzny głos. Coś w duszy mi mówiło, że tym samym samozadowoleniu i w tym wielkim sukcesie brakowało tego wypełnienia. Ciągle coś było nie tak. Wtedy mówiąc najkrócej Pan Jezus przyszedł do mnie.

K: Ale jak to Pan Jezus przyszedł? Jak we śnie?

WMA: Przypomniał o sobie w najpiękniejszy sposób. Przyszedł jak do rybaków i powiedział: „Przestań się już tym zajmować. Pójdziesz za mną”. To był najpiękniejszy głos i najpiękniejsze powołanie w moim życiu, więc za Nim poszedłem. Dla wielu ludzi jest to niemożliwe do uwierzenia, ale tak właśnie było. Nie było we mnie wahania. Wiedziałem, że to jest ten brakujący element. Wszystko inne już przecież wcześniej miałem i nie było tej pełni.

K: Jakie zmiany to spotkanie Boga spowodowało w Twoim życiu?

WMA: Wycofałem się z kariery telewizyjnej. Teraz przygotowuje się do rzeczy o dużo większym znaczeniu, które będę musiał wykonywać. Będę musiał – celowo używam tego sformułowania, ponieważ chcę świadczyć nie tylko słowami, ale też tym jak żyje. Chcę przekuć to, co poczułem na działania. Chciałbym żeby to nad czym razem z żoną pracuję było inspiracją i pomocą dla innych ludzi.

K: Czym się będziesz teraz zajmował?  

WMA: Powołuję do życia fundację. Zdecydowałem, że będę pomagał młodym ludziom realizować ich talenty. Bóg w każdym z nas złożył dary i talenty. Wielu młodych ludzi przez różne sytuacje i zakręty życiowe nie jest w stanie rozwinąć swojego talentu i zrealizować swojego powołania. Wtedy łatwo oceniamy i przyklejamy metki, że ktoś jest na przykład nieukiem. Myślę, że ta fundacja będzie pomagała rozwinąć talenty młodym ludziom. Chciałbym w taki sposób pomagać. Myślę, że przez wiele lat ciężkiej pracy udało mi się zbudować własną markę swoją malutką jednej restauracji. Propozycji kuszących przez lata była mnogość i tego cielca mogłem tu już utoczyć gigantycznego i iść tylko w stronę pomnażania, której do końca nie rozumiem, jeśli ona ma nic nie przynosić oprócz posiadania kolejnego zera. Chcę zakasać rękawy i teraz pomagać innym ludziom. Myślę, że to będzie rozsądne, mądre, w zgodzie z moją naturą. To w czym się czuję mocny będę przekazywał innym.

K: Ty sam wiesz, ile kosztuje sukces. Czy to pomaganie młodym zdolnym ludziom jest rodzajem spłacenia długu wdzięczności?

WMA:  To jest przede wszystkim wypełnianie woli Bożej w życiu. Kiedy wstępuje się na tę drogę i mówi się Panu Jezusowi: tak, prowadź mnie przez życie, to wszystkie sprawy są temu podporządkowane i paradoksalnie nagle to wszystko na co wcześniej nie umiałem znaleźć czasu jest poukładane. To dotyczy rodziny, ilości czasu spędzanego, to dotyczy wielu aktywności i spraw, które ze względu na pęd życia zawodowego z automatu w ogóle nie wrzucałem na listę, bo nie było by szansy żebym znalazł na nie czas. Nagle na wszystko znajduje czas, siły, motywacje, znajduje się ludzi z którymi będzie się to robiło, bo Pan Jezus stawia na drodze takich ludzi, z którymi można to wszystko robić. Wtedy naprawdę buduje się coś wartościowego i ma się przy tym satysfakcje.

K: Fundacja to nie jedyna zmiana w Twoim życiu. Dotychczas karmiłeś sławnych i bogatych. Teraz będziesz karmił bezdomnych…

WMA: Cały czas w mijającym roku przewijał się temat miłosierdzia, o którym tak często mówił Papież Franciszek i należało sobie zadać pytanie, czym to miłosierdzie jest. Wszyscy znamy formułki. Kiedy przyjmujemy Jezusa do życia On tłumaczy te formułki, które kiedy chodzimy do Kościoła spływają po nas. Takie hasła jak: przyjmijcie Jezusa i Jego  światło, działajcie – nagle zaczynają coś znaczyć. Można na pokaz wiele rzeczy powiedzieć i obiecać, ale dopiero w takiej rozmowie szczerej z Bogiem i z samy sobą wiadomo, gdzie jest ta prawda. Ja bardzo często kiedy rozmawiam z młodymi ludźmi, którzy są poblokowani i wyznają ten światopogląd mówiący o jakiejś pseudotolerancji, systemie wartości, obciążaniu kogoś innego, rozgrzeszaniu się ze wszystkiego co robimy, znajdowanie winnego to mówię: i tak staniesz kiedyś przed Bogiem i On wszystko wie. Przed Bogiem staniemy w nagiej prawdzie, jacy my byliśmy. To dotarcie do siebie i stanięcie w prawdzie to tez podziękowanie za wszystkie złe wydarzenia. My często wściekamy się kiedy nam coś nie wyjdzie, bo my chcemy wszystko po swojemu tu i teraz, a czasem kiedy coś nie wychodzi to dlatego, że Bóg ma dla nas coś lepszego.

K: A jak się będzie nazywała ta fundacja, nad którą pracujesz?

WMA: Będzie się nazywała: Nowe życie.

K: Dziękuję za rozmowę.

Zdjęcia: Tola Martyna Piotrowska tolala.pl

Miejsce: Atelier Amaro, Agrykola 1 Warszawa

 

Komentarze do wpisu (0)

logo

Chmura tagów
do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl