Zasłużyć na Boga

miko6

Weekend. Klub w centrum Warszawy. Roześmiana grupka znajomych w eleganckich garniturach. Widać, że się lubią i że lubią się bawić. Na co dzień robią ważne rzeczy w ważnych firmach. Każdy dzień wypełniony po brzegi spotkaniami i rozmowami na wielką skalę. Po godzinach w swoim gronie czują się swobodnie i niczym nie różnią się od małych chłopców na placu zabaw. No może trochę wyrośniętych i mają inne zabawki, ale w oczach widać te same łobuzerskie iskierki i radość z prostego faktu, że zaczyna się weekend, jak u dzieci w piaskownicy, z tego że jest w niej piasek. Jestem fanką prostych, nieskomplikowanych chwil, więc też z lubością cieszę się tą niezobowiązującą atmosferą, kiedy jeden z tych królów życia nagle pyta mnie o Boga.

Chciałem dać lajka na fb twojemu blogowi, ale się zastanawiam, bo ja tak nie żyje – tym stwierdzeniem wprawia mnie w totalne osłupienie. Nie wiem, co mnie bardziej poruszyło. Z jednej strony nie spotkałam dawno takiej pokory, a z drugiej co to znaczy: tak nie żyje. Tak, to znaczy jak? Ze niby jak ja? Oooooo kolego, to się grubo mylisz… A poza tym – jak to trzeba żyć, żeby móc wierzyć? On myśli, że idealnie.

Kiedy ktoś w przestrzeni medialnej na przykład deklaruje, że wierzy, nagle nabiera w oczach otoczenia cech człowieka idealnego. Wiem o czym mówię, ponieważ przerabiam to na sobie i skóra mi cierpnie na samą myśl: ja – idealna. Ale tak mówią. Anioł nie kobieta. Taka dobra. Taka bardzo wierząca – wypowiadane często teatralnym tonem przy przedstawianiu znajomym np. z dużym naciskiem na bardzo i zagubionym wzrokiem na wierząca. Zagubionym, bo przy takiej świętej to strach się odezwać. A mnie ręce opadają. Bo jak to wytłumaczyć?

Pewien warszawski prawnik zaczepił mnie ostatnio po niedzielnej mszy na Freta z pretensją: jak Ty możesz w ogóle pracować w TVN-ie i jednocześnie mówić o Bogu? Uśmiechnęłam się do siebie w duchu: co tam TVN. Gdybyś ty wiedział, ile jest we mnie słabości, potknięć, głupot i grzechu, to byś mi TVN-u nie wypominał. TVN to przy tym pikuś.

Chcę to wykrzyczeć raz na zawsze i jak będzie trzeba zrobię sobie koszulkę z takim logo i to w kolorze wściekłej pomarańczy: Nie jestem aniołem! No nie! Naprawdę nie! Z aniołem mam wspólny kolor włosów jedynie, chociaż ten też nie jest do końca mój. I z tym farbowanym blondem i połamanymi skrzydłami będę wierzyć. Bo On nie jest nagrodą dla idealnych, tylko lekarstwem dla słabych, takich jak ja.

Jest coś w nas takiego, że jesteśmy nauczeni, że na wszystko w życiu musimy zasługiwać. Już od dziecka. Wypracować, pokazać, udowodnić naszą wartość. Poruszyło mnie kilka dni temu zdanie napisane przez Magdę Frączek: „kiedyś chodziło o to, żeby czegoś dokonać. Dziś o to, żeby kimś być”. Wtedy dopiero może się udać: miłość, kariera, życie. No i wtedy zasługujemy na Boga. I tak prawdopodobnie pomyślał właśnie mój elegancki i sympatyczny kolega z klubu i ja często też tak myślę. Bóg i wiara to dobra niemal luksusowe dla wybranych – takich świętych aniołów na ziemi, idealnych ludzi w białych szatkach, co nigdy nie grzeszą, mówią spokojnym niemal rajskim głosem i na każdy policzek odpowiadają słodkim uśmiechem. Zna ktoś takich? Widział ktoś takiego katolika? Ja może jednego, jak się zastanowię takiego widziałam albo raczej jedną. Mam poważne podejrzenia, że ona jest prawdziwym aniołem zresztą. Ale poza tą jedną dziewczyną, no nie znam.

Napinamy się. Panie Boże, to teraz ja Ci pokażę. Postaram się tak, że zobaczysz jaka będę super. Napnę duchowe muskuły. Dominikanin, o. Krzysztof Pałys w swoich tekstach nazywa to duchową siłownią albo kryształowymi ludźmi. Widział ktoś kiedyś życie w krysztale? A kryształowych ludzi? Poza galerią sztuki?

Przyznaje, miałam taki moment, że myślałam, że prawie jestem z kryształu. Tak już sobie to życie pięknie wysprzątałam. Myślałam o sobie: Kasia – kryształowy dzban. Czemu nie? A później znowu upadłam twarzą w ziemię i przypomniałam sobie, że jestem z gliny. Więc Kasia – gliniany dzban i to taki, który się rozsypał w drobny mak. Tylko Ty Boże możesz mnie ożywić. Tylko Ty dajesz życie. Tchnij je we mnie. Bo nie jestem idealna i dlatego Cię potrzebuje. Ty jesteś życiem. Bez Ciebie jest słabo.

Nie patrzmy na siebie nawzajem tylko na Niego, bo to On jest prawdziwą miłością. My zawsze będziemy popękani.

On jest lekarstwem, a nie nagrodą – te słowa o. Adama Szustaka były dla mnie, jak uwolnienie. Bo my wszyscy chcemy zasłużyć. Stajemy w jakichś zawodach. A na Niego się nie da zasłużyć w żaden sposób i to jest właśnie nie do pojęcia. Cokolwiek zrobię, dokądkolwiek pójdę, czy wierzę, czy nie wierzę, czy jestem zła, czy prawie święta – On kocha tak samo. Czeka. Nie ma znaczenia, czy piątkowy wieczór spędzę na kolanach w kościele, czy na drinku ze znajomymi. On kocha tak samo. Nie trzeba sobie zasłużyć. Niczym.

Na koniec tekst mojego ulubionego ks. Twardowskiego. Specjalisty od radości z prostych rzeczy. Nieskomplikowanych. Nazywania rzeczy po imieniu. Bez kryształów, mdlącego lukru, bez napinki.

Nie przyszedłem pana nawracać

zresztą wyleciały mi z głowy wszystkie mądre kazania

jestem od dawna obdarty z błyszczenia

jak bohater w zwolnionym tempie

nie będę panu wiercić dziury w brzuchu

pytając co pan sądzi o Mertonie

nie będę pod skakiwał w dyskusji jak indor

z czeroną kapką na nosie

nie wypięknieję jak kaczor w październiku

nie podyktuję łez, które się do wszystkiego przyznają

nie zacznę panu wlewać do ucha świętej teologii łyżeczką

po prostu usiądę przy panu

i zwierzę swój sekret

że ja, ksiądz,

wierzę Panu Bogu jak dziecko

Jan Twardowski

 

 

 

 

15 thoughts on “Zasłużyć na Boga

  1. Wow. Jestem pod ogromnym wrażeniem i dziwię się, że trafiłam tu dopiero teraz. Tym bardziej, że kilka tygodni temu przypadkiem znalazłam Pani profil na instagramie (przez #adamszustak bodajże). No nic, sporo nadrobiłam już dziś (zamiast spać, to czytam i oglądam reportaże z DDTVN), resztę pewnie pochłonę w najbliższym czasie.
    A teraz bardziej na temat: niestety iluzję kryształowego dzbana znam z autopsji. Tyłek trochę boli jak się spadnie z ‚wysoka’, ale to i dobrze.
    Świetny tekst, bardzo w punkt. Cieszę się niezmiernie, kiedy czytam, słucham, oglądam ludzi, którzy w taki sposób dzielą się swoją wiarą. To piękne i tak strasznie potrzebne.. Sama jestem na etapie poznawania Boga i wszystkich tych rzeczy, w które jako katolicy wierzymy (powiedzmy, że z domu rodzinnego tego nie wyniosłam) i próbuję znaleźć swój sposób na ich przeżywanie w tym szalonym świecie. Ale o ile jest to łatwiejsze, gdy się widzi ludzi-przykłady. Nie, że anioł, spokojnie. Dla mnie po prostu inspiracja.
    Często modlę się za księży, zakonników, siostry zakonne, ale też świeckich, którzy w jakiś sposób przybliżają mnie do Niego – dołącza Pani do szacownego grona. Życzę błogosławieństwa Bożego i wszelkich darów Ducha Świętego.

  2. Świetny tekst! Dziękuję.
    Też mam takie wrażenie, że ludzie myślą o katolikach, jako o ludziach idealnych.
    Dobrze, że Pani poruszyła ten temat. Do przemyślenia i refleksji.

    „Moc doskonali się w słabości” 2 Kor 12, 9b – to moje motto.

    Z Bogiem!

  3. Bardzo się cieszę, że odnalazła Pani Boga, bo On był przy Pani zawsze, tylko On się nie narzuca, bo stworzył nas wolnymi w wyborach… :) Trzeba o Nim mówić, pisać, śpiewać, chwalić Go jak kto umie. On działa niespodziewanie, potrafi być bardzo zaskakujący i czyni wielkie rzeczy w naszym małym życiu :) Pozdrawiam serdecznie.

  4. Dziękuję…To prawda, o której tak często zapominam. On był zawsze i jest zawsze przy nas. Gdybyśmy tylko w to naprawdę uwierzyli, to czy w ogóle jest się czym przejmować? Jeśli Bóg z nami, to kto przeciwko nam? Pięknego tygodnia!

  5. Witaj. Gliniany dzban łatwiej jest naprawić niż kryształ. I chyba dobrze być w rękach Boga takim dzbanem.

  6. Kiedyś, gdy strasznie kolejny raz pokłóciłam się z siostrą i rozmawiałam z moim dobrym kolegą o tym, że mam cholerne wyrzuty sumienia i jak ja mogę się tak zachowywać w ogóle, powiedział mi: „Wiesz, nawet jak się prowadzi chrześcijańskiego bloga, to się ma chwile słabości”…
    Czasem czuję się jakby na świeczniku, że powinnam być ciągle radosna i roztaczająca wiosnę wokół, ale tak naprawdę ciągle gdzieś siedzi we mnie emo-szesnastolatka, która widzi świat w czarnych barwach. Przynajmniej sprowadza mnie to na ziemię i pamiętam, że ciągle potrzebuję nawrócenia.

  7. Pani Kasiu, na blog trafiłam przypadkiem. Jest niesamowity i wyjątkowy. Pisze Pani tak zwyczajnie i prosto, a zarazem tak głęboko i trafiając w samo sedno. Czytam wpis po wpisie i z oczu dosłownie leją się łzy, że ktoś potrafi tak odważnie o Nim pisać ( odważnie i po prostu). Mi tej odwagi brakuje. Wiem, że jest i czuje Jego obecność, chce mnie złapać za rękę, mocno jak Panią ale odchodzę, jakoś się wzbraniam sama tego nie potrafię zrozumieć…
    i czytam te słowa:
    „Tylko Ty Boże możesz mnie ożywić. Tylko Ty dajesz życie. Tchnij je we mnie. Bo nie jestem idealna i dlatego Cię potrzebuje. Ty jesteś życiem. Bez Ciebie jest słabo.
    Nie patrzmy na siebie nawzajem tylko na Niego, bo to On jest prawdziwą miłością. My zawsze będziemy popękani.” i myślę, że któregoś dnia złapie mnie mocno, a ja już nie będę uciekała…
    Dziękuje Pani za wpisy, te które są i kolejne :) będę odwiedzała…

  8. Miazga!
    Uwielbiam gdy ktoś nazywa mi i określa coś z czym się borykam, co mam na końcu języka, ale nie potrafię tego nazwać. Niesamowite! Dokładnie tak!
    Zawsze gdy się publicznie potknę, źle zachowam to czuję na sobie wzrok osób dookoła pytających „cooo? ty?! przecież ty jesteś katoliczką, taka praktykująca! jak mogłaś tak zrobić?”. I wtedy czuję się miażdżąco winna, że wciąż jestem za bardzo albo nie dosyć.
    Trafiłam na Twojego bloga, dzięki gosc.pl i zakochałam się w Tobie i tym co robisz od pierwszego wejrzenia. Chwała Panu, że jesteś! Pozdrawiam serdecznie!

  9. Hmm, bardzo trafne spostrzeżenia. Po tym jak zaczęłam być postrzegana przez pryzmat „takiej świętej i nieskalanej”, przy całej mojej świadomości grzechów, przestałam otwarcie się utożsamiać z Kościołem, żeby nie psuć mu reputacji i nie czuć presji… A takie wycofanie to właśnie biblijne chowanie światła pod korcem. Nikomu nic nie da.
    No właśnie. Jak ludziom wytłumaczyć „Święty Kościół grzesznych ludzi?”
    Cieszę się, że tu trafiłam. Pozdrawiam serdecznie, Pani Kasiu!

  10. Jak Pani to robi, że każdy wpis jeszcze bardziej pogłębia moją wiarę w Boga i w to, że On naprawdę jest lekarstwem na wszystko. Oczy same napełniają się łzami…Świetny blog, z pewnością będę tu często zaglądać.

    Serdeczności Pani Kasiu!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>