Maryja, która mnie fascynuje

tola-kasia-olubinska-wywiad7-agnieszka-amaro-049-4422

tolala-kasia-002-0893

Kiedy miałam dziewięć lat, przyszedł na świat mój drugi braciszek, najmłodszy: Bolek. Byłam już na tyle duża, że do dziś pamiętam dzień narodzin. Mamę, która w pośpiechu prasowała sobie coś jeszcze do szpitala, chociaż już prawie rodziła. Pamiętam malutkie zawiniątko i wyzierające z niego ciemne włoski, kiedy mama wróciła z porodówki. Nie mogłam przestać patrzeć na maluszka, podziwiałam go, nosiłam, przytulałam i przebierałam. Nie odstępowałam go na krok. Był taki malutki i bezbronny. Podobnie jak pierwszego brata kochałam go całym siostrzanym serduszkiem od pierwszego spojrzenia.

Bardzo szybko okazało się, że mój malutki braciszek jest chory. To było coś z drogami oddechowymi. Zapalenie płuc i oskrzeli u czteromiesięcznego niemowlaka. Pamiętam jego oddech, który aż charczał jak u chorego zwierzątka, ciągłe wizyty u lekarzy. Nawet przeprowadziliśmy się na jakiś czas do znajomych, żeby było bliżej do lekarza i do szpitala. Pamiętam z tego okresu porozwieszane wszędzie wilgotne pieluszki, kaloryfery u nas w mieszkaniu w bloku przykryte mokrymi ręcznikami i porozstawiane w całym domu nawilżacze powietrza, żeby jego małym płuckom się łatwiej oddychało, żeby suche powietrze nie raniło jego gardła przy każdym wdechu. Nie zapomnę pewnego zimnego wieczoru u lekarki, która prowadziła terapię, kiedy po wizytach u różnych specjalistów, stojąc przerażona z mamą za rękę, usłyszałam: „Do zapalenia płuc i oskrzeli doszła niewydolność krążenia. Nie przeżyje do rana. Nie ma szans”. Mama zaczęła płakać i mówić coś zdenerwowanym głosem, w którym była rozpacz. Nigdy wcześniej jej takiej nie widziałam. Za chwilę wychodziłyśmy ze szpitala szybkim krokiem, mama trzymała zawiniątko na rękach. Poszłyśmy do auta, zielonego poloneza. Mama tuliła mojego braciszka, płacząc. Nie rozumiałam, co się dzieje. Szłam za nią do auta. Po latach wytłumaczyła mi: zdecydowałam, że nie zostawię go tam na pewną śmierć, u ludzi, którzy nie wierzą, że uda mu się pomóc.

tolala-kasia-062-1220

Mama zabrała mojego brata na własną odpowiedzialność do domu i chodząc nerwowo po całym mieszkaniu, nosiła go na rękach, bez przerwy tuląc do siebie i delikatnie oklepując plecki, kiedy płakał i charczał, z trudem łapiąc powietrze. To było z jej strony ryzyko, które jako pielęgniarka i matka podjęła. To była kobieca i matczyna intuicja. Jednak sytuacja się nie zmieniała. W końcu z tej bezsilności mama uklękła.

Podniosła go do góry i zawołała: „Maryjo, Matko Boska Częstochowska, błagam, pomóż! Uratuj mojego synka!”. I stał się cud. Maluch głośno nabrał powietrza i oddech był już mniej charczący. Każdy kolejny wdech stawał się spokojniejszy. Do rana gorączka spadła. Mama nie wypuszczała mojego małego braciszka z rąk. Choroba w cudowny i niespodziewany sposób, wbrew słowom lekarzy, którzy nie dawali szans, zaczęła się cofać. Maryja uratowała mojego brata. Kiedy opowiedziałam mu tę historię już jako dorosłemu mężczyźnie, postanowił pojechać do Częstochowy na Jasną Górę i podziękować Matce Boskiej za uratowanie życia. Odtąd jeździ tam w każde swoje urodziny.

tolala-kasia-061-1213

Nie pamiętam dokładnie od kiedy, ale może to właśnie od tamtego wyjątkowego dnia towarzyszy mi przekonanie, że Maryja jest kimś niezwykłym, bardzo opiekuńczym i nie jest Jej obojętna żadna ludzka prośba. Że Ona jest tą, która zwycięża śmierć. Już jako dziecko lubiłam się do Niej modlić, lubiłam chodzić do kaplicy Matki Bożej przy kościele Świętego Józefa w Inowrocławiu i zanosić Maryi bukieciki polnych kwiatów. Czasami nawet mi się śniła. Zawsze uśmiechnięta, roztaczająca opiekuńczo nad nami swoje ramiona, otulona błękitnym płaszczem. Piękna i młoda. Jakie było moje zdziwienie, kiedy lata później, będąc razem z moją paryską kuzynką Julią w Kaplicy Matki Bożej od Cudownego Medalika w Paryżu, zobaczyłam na własne oczy wizerunek Matki Bożej z cudownego medalika – był dokładnie taki jak w moich dziecięcych snach. To samo mnie zaskoczyło na widok wizerunku Maryi z Medjugorje. A może po prostu widziałam gdzieś ten obraz jako dziecko? Nie pamiętam. W każdym razie zawsze jakoś czułam, że Maryja jest blisko, że dba o mnie i moją rodzinę. Lubiłam odmawiać Zdrowaś Mario i Pod Twoją obronę. Ta druga modlitwa kiedyś, już lata później, uratowała mi życie, uratowała mnie z rozpaczy w pewną bardzo ciemną noc, kiedy nagle straciłam na zawsze kogoś niezwykle bliskiego. Nie mogłam tego ogarnąć umysłem ani sercem, miałam pretensje do Boga i w tej bezsilności przypomniałam sobie Pod Twoją obronę. Wrócił spokój serca i przyszło opamiętanie. Jestem Jej bardzo wdzięczna za tamtą noc.

tola-kasia-olubinska-wywiad7-agnieszka-amaro-055-4448

Mogę śmiało powiedzieć, że Maryja mnie fascynuje. Do dziś chętnie odwiedzam maryjne sanktuaria i miejsca kultu, a zwłaszcza kocham moje Medjugorje, niezwykłe miejsce, w którym tyle dobra się dla mnie i moich bliskich wydarzyło, oraz Kaplicę Matki Bożej Żółkiewskiej w kościele Ojców Dominikanów na Warszawskim Służewie, a przede wszystkim tamtejszy obraz Matki Bożej Różańcowej. Maryja ma tam lekko odkryte ucho, jakby słuchała. Mam taką ikonkę z tym wizerunkiem, która zawsze ze mną podróżuje. Moje dwie ulubione ikony Maryi, poza tą, to Niosąca w chuście autorstwa Joanny Kotas oraz Advocata Nostra. Maryja towarzyszy mi od zawsze i dopiero dziś wiem, że prowadzi do Jezusa, do Boga. Zwracam się do Niej w trudnych momentach, powierzając sprawy i ludzi zwłaszcza w Nowennie do Maryi Rozwiązującej Węzły, w której Ona na- prawdę rozwiązuje najtrudniejsze, po ludzku nie do rozwiązania sprawy.

Od zawsze (…) kochałam też nabożeństwa majowe. Lubiłam się modlić na łące lub w ogrodzie, zwłaszcza do Maryi. Od dzieciństwa wierzyłam w Jej opiekę. Maryja była w moim życiu, od kiedy pamiętam. Mogę śmiało powiedzieć, że jest jedną z pierwszych kobiet, które zawsze mnie intrygowały i odnajdowały, nawet kiedy się gubiłam w życiu. Codziennie doświadczam, że jest najczulszą Mamą, Matką Pięknej Miłości, Królową Pokoju.

1200x900-v7

Fragment mojej historii, którą opisałam w książce „Kobieta w wielkim mieście”, Wydawnictwo Wam 2020

Zdjęcia: Tola Piotrowska

9 thoughts on “Maryja, która mnie fascynuje

  1. Właśnie wczoraj zaczęłam czytać najnowszą Pani książkę i na tej historii właśnie zakończyłam. Potrzebne mi było takie świadectwo o związku z Maryją, bo jest to dziś trochę wyśmiewana pobożność, kocham różaniec i lubię modlić się litanią loretańską, czuję teraz jakąś wspólnotę z Panią : ) dzięki i pozdrawiam

  2. Przepiękne świadectwo o najpiękniejszej Kobiecie świata. Ona zawsze prowadzi do Jezusa. Każdego, trzeba tylko być gotowym pójść za nią. A ja zaraz idę, tzn. „idę” do transmisji internetowej na Majowe.

  3. Witam, mam Pani książki. Te pierwszą czytam drugi raz. Najnowszą przeczytałam w dwa dni mimo obowiązków domowych (mam 4 dzieci w tym 3 letnie bliźnięta)
    Czekam z niecierpliwością na kolejną książkę. Ufam, ze nie bede musiała czekac 2 lat. Uwazam, ze trzeba wykorzystywac talenty otrzymane od Boga. Pani niewatpliwie ma dar pieknego relacjonowania swoich i cudzych doswiadczen w wierze. Te swiadectwa umacniają w codziennosci. Dziękuję za te drogowskazy….
    Pozdrawiam serdecznie

  4. Jak te nasze losy Ktoś prowadzi…
    Też skończyłam Kaspra, jako dziewczynka śpiewałam „Zapada zmrok” przy kapliczce maryjnej z kolorowych szkiełek przy kościele Św.Józefa w Inie, a 3 tygodnie temu przyjechała do mnie przepiękna ikona „Niosąca w chuście” napisana przez Panią Joannę:)
    Teraz chyba czas przeczytać Pani książkę:)
    Pozdrawiam serdecznie

  5. Kasiu, piękne świadectwo działania Maryi:) też byłam w Medjugorie,rok temu, w maju. Chciałabym tam jeszcze pojechać nie raz.
    Mam Twoje dwie książki, są cudowne. Zaczynając od oprawy wizualnej, kolory, piękne zdjecia, aż po treści w niej zawarte. Czyta się je i nie można przestać. Wywiady są bardzo ciekawe ale najbardziej lubię czytać Twoje doświadczenia i historie, zawarte pomiędzy nimi. Pięknie piszesz. Dziękuję Ci za te książki, są dla mnie wielką inspiracją.

  6. Czytam już drugi raz Pani świadectwo. Mam nadzieję, że nikt nie zapuka teraz do drzwi, bo zobaczy mnie zalaną łzami… I mnie Maryja jest bardzo bliska. Często zastanawiam się nad tym, jak wyglądała Jej rzeczywistość… Lubię wyobrażać sobie Jej poranek, codzienną krzątaninę, dbanie o dom, wieczorną modlitwę i rozmowę ze św. Józefem, w której też mogła być troska o finanse… Lubię wyobrażać sobie Maryję bardzo ludzką i kobiecą.
    Bardzo dziękuję za Pani bloga, za Pani wrażliwość.
    Pozdrawiam ciepło!

Odpowiedz na „KasiaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>