Bóg zawsze za moimi plecami

kasia-i-marika-a-5

Z Martą Kosakowską czyli Mariką umówiłam się w kawiarni w centrum Warszawy, w jej ulubionej okolicy. Pierwsze co rzuca mi się w oczy, to że ona inaczej wygląda. Nie chodzi nawet o to, że zamiast swoich warkoczyków ma miękkie fale, że jest ubrana na biało, że jest kobieca i piękniejsza, niż kiedykolwiek. Bardziej uderza mnie jakieś światło, które od niej bije. To jest coś w oczach. Coś, co zmienia całą twarz. Sprawia, że całe pomieszczenie wypełnia się jakimś ciepłem i spokojem. Barman robi nam niespodziankę i włącza płytę Mariki, tej dawnej Mariki, z warkoczykami. Nowa płyta, która pojawi się za kilka dni nazywa się „Marta Kosakowska” i to nie jest bez znaczenia, bo przede mną siedzi inna kobieta. Jak mówi – po prostu Marta. Tylko i aż.

kasia-i-marika-20-4

KASIA: Kiedy kobieta zmienia fryzurę, to z reguły chodzi o coś więcej niż tylko o włosy. U Ciebie na pierwszy rzut oka widać, że promieniejesz. Ubierasz się ostatnio tylko na biało. Skąd taka zmiana?

MARTA: (śmiech) Tak to z nami dziewczynami jest. Radykalne zmiany w warstwie emocjonalno-duchowej zazwyczaj znajdują potwierdzenie we fryzurze. To jest widoczny efekt zmian duchowych we mnie. Jestem w trakcie burzliwych przemian. Czuję jak to wszystko we mnie aż bulgocze pod powierzchnią.

kasia-i-marika-17

KASIA: To muszą być dobre zmiany, skoro tak wyładniałaś.

MARTA: Są dobre, bo można powiedzieć, że odkryłam na nowo Boga. Mówię to świadomie, mimo że pochodzę z wierzącej rodziny katolickiej. Zostałam wychowana w wierze i powinności wobec Kościoła, ale jako dziecko i przez większość dorosłego życia miałam wizję Boga jako odległego Pana, Sędziego, który „za dobre wynagradza, a za złe karze”. Takie nastawienie nie buduje relacji, bliskości. Powoduje raczej, że czujesz, że coś Jemu jesteś winna, że jak nie odmówisz modlitwy, to On się gniewa i w ogóle, że On tych modlitw potrzebuje. Nagła wiadomość, która doprowadziła do mojego nawrócenia, mimo że cały czas niby byłam w Kościele i nie powinnam teoretycznie mówić o nawróceniu, to była informacja, że to wcale tak nie jest, że Bóg nie jest sędzią, ale jest naprawdę blisko. Uderzył mnie fakt, że to nie jest żaden srogi sędzia i nie chodzi mu wcale o to, żebym była Jego sługą. Pozbycie się tego błędnego założenia otworzyło mnie najpierw na relację przyjacielską z Bogiem, a później na dziecięco – rodzicielską, taką jaka jest między dzieckiem a troskliwym tatą.

kasia-i-marika-14

KASIA: Jak się buduje relację z Bogiem na codzień? Jak Ty to robisz?

MARTA: Przede wszystkim daję sobie przyzwolenie na to, że to jest proces i to być może taki, który będzie trwał do końca życia. Słucham sporo konferencji na ten temat. Ostatnio uderzyła mnie myśl zawarta w jednej z owych konferencji, jak istotna do zbudowania więzi z Bogiem jest relacja z ojcem, tzn. tym ziemskim ojcem, naszym tatą po prostu. Relacja z tatą ma wpływ na wszystkie wybory życiowe, np. wybór męża i wszystkie nasze relacje. Ja mam z tym problem, bo mój tata nosi piętno fali emigracji lat 80-tych. Wyjechał za chlebem do Stanów Zjednoczonych. Wziął odpowiedzialność finansową za rodzinę, ale nie było go 15 lat. Przyjeżdżał tylko na krótkie wizyty, więc moja relacja z tatą, podobnie jak ta dziecięca relacja z Bogiem, opierała się na szacunku do kogoś, kogo się rzadko widuje, kogoś kogo się powinno kochać, ale trudno to zrobić, jeśli nie jesteście blisko, jeśli się nie znacie, nie zmagacie razem z codziennymi sprawami. Ja czułam, że powinnam tatę kochać, chcę go kochać, ale go kompletnie nie znam. Dopiero teraz zaczynam mojego ojca poznawać i to ma znaczenie też dla mojego rozwoju duchowego. Mojego tatę staram się poznać i zrozumieć i tak samo staram się dowiedzieć, jakim Bogiem jest.

kasia-i-marika-15

KASIA: Jak wyglądał ten moment, kiedy doświadczyłaś istnienia Boga?

MARTA: Ja przez kilka lat żyłam z myślą, że oczywiście jest świat zwierząt, roślin i cały nieogarniony kosmos złożony z układów gorących bądź lodowatych planet, ale że generalnie my – ludzie, jesteśmy tu sami. Lektura różnych książek utwierdzała mnie w tym przekonaniu. Myślałam że ludzie wymyślili sobie Boga, żeby nie zwariować i uporządkować swoje życie. Nadać sens śmiertelności i cierpieniu. Ale po pewnym czasie mimo sukcesów zawodowych narastał jednak we mnie niepokój, trudno mi było zagłuszyć pytanie o sens, o coś więcej, co nadaje jakikolwiek znaczenie naszej pracy, pragnieniom, życiu. Doszłam do wniosku, że wszyscy ludzie żyją tak samo: rodzimy się, uczymy i rozwijamy, jesteśmy w końcu niby samodzielni i nagle, kiedy chcemy wierzyć, że o czymś decydujemy, okazuje się, że jesteśmy bezsilni. Że rozpaczliwie usiłujemy zdobyć kontrolę nad swoim życiem, sobą, nad innymi ludźmi. A w rzeczywistości wszystko się spod niej wymyka. To nie my decydujemy czy przeżyjemy kolejny dzień, godzinę, kwadrans!

kasia-i-marika-11

KASIA: W którym momencie poczułaś się bezsilna wobec swojego życia?

MARTA: Takim momentem porażki był dla mnie rozwód. Relacja, w którą bardzo wierzyłam i inwestowałam całą siłę i co do której miałam poczucie, że wszystko jest „zabezpieczone” przez sakrament małżeństwa – rozpadła się. To było ogromne rozczarowanie. Rozgniewałam się na Boga i na Kościół. Wpojono mi zasady, które nie zadziałały, chociaż ich przestrzegałam. Wtedy w gniewie zamknęłam serce i się okopałam. Pomyślałam sobie, że religia to wymysł i Boga albo nie ma, albo się mną nie interesuje. Ale mimo gniewu nie umiałam tak żyć bez jakiegoś sensu tłumaczącego co ja tu w ogóle robię i po co to robię i wreszcie zawyłam o pomoc…

kasia-i-marika-27-1

KASIA: Co się musiało wydarzyć, że nazywasz to wyciem? Jak wyglądała ta chwila?

MARTA: Tego wieczoru wróciłam do hotelu po dużej gali muzycznej, którą prowadziłam. To była impreza masowa. Fala ludzi blokowała trasę z garderób na parking. Długo i natarczywie żądano zdjęć i autografów, kiedy podziękowałam i poprosiłam żeby pozwolono mi dojść do samochodu i iść już spać, ktoś mnie złapał za rękę, ktoś szarpnął z pretensją, że przecież to tylko zdjęcie. Kiedy po godzinie jakoś udało mi się wylądować w pokoju hotelowym, w łóżku, ciągle czułam zdenerwowanie, to szarpanie za ręce i ubrania. Pamiętam, że leżałam w łóżku, mocno biło mi serce, w głowie dzwoniły poirytowane głosy ludzi, którzy chcieli zdjęcie z panią z telewizji, gonitwa myśli, trudność ze złapaniem oddechu. Coś w rodzaju ataku paniki. Poczułam, że jestem w pułapce i nie mogę uciec od tego lęku, od kotłujących się jak rój os w mojej głowie myśli, ze to mój mózg funduje mi torturę a ja nie mogę wyjść z siebie. Trudno mi teraz o tym wszystkim mówić, bo ja bardzo kocham życie, ale w tamtym momencie pojawiła się tylko jedna myśl: „skończyć to cierpienie” wziąć rozbieg i wyskoczyć przez okno. To było przerażające. Wystraszyłam się tych myśli. Zaczęłam płakać.

KASIA: Co Cię powstrzymało?

MARTA: Uratowało mnie „Ojcze nasz”. Automatycznie zaczęłam wołać do Niego słowami tej modlitwy w nadziei, że On, jeśli JEST, mnie usłyszy. I usłyszał. Moje ostatnie wspomnienie tej nocy to prawie wykrzykiwane słowa modlitw „Ojcze nasz” i „Zdrowaś Mario” odmawianych w kółko żeby zagłuszyć zamęt w głowie i kołatanie serca. Następne, co pamiętam, to moment, w którym otwieram oczy, jest już dzień, a ja przeżyłam najgorszą noc w życiu. Noc, w czasie której zakwestionowałam swoje życie! Myślę, że to był mój mały wielki cud. I prezent od mamy, babci, dziadka… Wszystkich, którzy się za mnie modlili i którzy mnie tych modlitw nauczyli. Wyposażyli mnie tym samym w furtkę awaryjną, szybki skrót, koło bezpieczeństwa, żeby przeżyć tę noc. Modlitwa uratowała mi życie. Rano podziękowałam na kolanach za to, że przeżyłam. Wtedy przyszło nawrócenie i zrozumienie dla tych wszystkich ludzi, którzy popełniają samobójstwo. Zawsze trochę nimi gardziłam. Nie mogłam zrozumieć, jak można targnąć się na własne życie. Dziś rozumiem te osoby. W życiu przytrafiają się czarne noce i ratunkiem może być tylko Ktoś, kto jest Źródłem Życia. My je tylko dostajemy w dzierżawę. I taka czarna noc może nas przygiąć do ziemi. Wiem, że na zewnątrz można być nawet bardzo wesołą osobą, odnoszącą sukcesy, jak na przykład Robin Williams…

kasia-i-marika-21

KASIA: …albo jak wtedy Ty. Nie znałam Cię wtedy, ale pamiętam ogromne billboardy z dziewczyną z warkoczykami w eleganckiej sukience, zawsze czarująca, z wdziękiem uśmiechnięta.

MARTA: A tu nagle coś na mnie spadło i przygniotło tak, że w głowie zaświtała mi myśl, żeby wybrać śmierć. To nie było tak, że narastała we mnie taka chęć. Nigdy wcześniej o tym nie myślałam. Ostatnią rzeczą jakiej bym chciała, to nie żyć, a jednak coś takiego mi się przydarzyło i zupełnie zmieniło sposób patrzenia na wszystko.

kasia-i-marika-24

KASIA: Jak wygląda Twoje życie z Bogiem dziś?

MARTA: „Módl się jakby wszystko zależało od Boga, a działaj tak jakby zależało od Ciebie”. Tak próbuję robić. Ale wiem już, że moja siła nie jest we mnie. Ona płynie z tego, że jestem częścią Boga. Przede wszystkim staram się żyć uczciwie. W chwilach wyborów odnoszę się do Jego słów. Myślę o Nim. Czasem te wybory są naprawdę trudne. Nie jest łatwo nadstawiać drugi policzek, wybaczać, mieć serce i cierpliwość do ludzi, którzy działają nam na nerwy. Poza tym szukam z Nim kontaktu w muzyce. Nagrałam nową płytę pt. „Marta Kosakowska”. Chociaż nie pada tam słowo: Jezus, to są to głównie modlitwy, pytania i uwielbienie. Tak, to ja szukam kontaktu z Nim. Bo On przecież zawsze chce mieć kontakt ze mną, a ja się odsuwam i ciągle zapominam, że mam Go tuż za moimi plecami i mając takiego kompana nie mam się przecież czego bać.

kasia-i-marika-28

KASIA: W piosence z najnowszej płyty pt. „Tabletki” śpiewasz: „Kocham i nie muszę się tego bać”. Czego się bałaś wcześniej?

MARTA: Nagości i prawdy. Prawdziwa miłość to pokazanie swoich słabych stron. To takie rozebranie się przed kimś do naga. A kiedy się boisz podejmujesz decyzje dyktowane strachem i one nie mogą być dobre. Ja nie muszę się bać, bo już nie jestem sama, chociaż jeszcze zdarza mi się o tym zapomnieć, bo ciągle jestem egoistką. Ciągle myślę o sobie, przez mój pryzmat, ciągle próbuję sobie poradzić z życiem sama. A przecież On JEST. Jest ze mną i ta nowa płyta jest też nasza wspólna. Włożyłam w nią całe serce i oszczędności. Zaryzykowałam i odsłoniłam się. To już nie jest ta zawsze wesoła dziewczyna w warkoczach. To jestem tylko ja, Marta-metr-sześćdziesiąt-pięć i mam gigantyczną tremę. Nie wiem, jak słuchacze to przyjmą, ale nie jestem sama i ta świadomość wszystko zmienia i topi tremę.

kasia-i-marika-19

KASIA: Płyta jest w rankingach najlepiej sprzedających się płyt w Empiku, chociaż w sklepach będzie dopiero za kilka dni. To chyba niezły debiut?

MARTA: Z jednej strony tak ale na ostatnim koncercie jeszcze „starej Mariki” z dotychczasowym repertuarem było mniej ludzi, niż zawsze. To jest dla mnie próba. Na tej nowej płycie śpiewam: „Wygrzeb mnie znowu ze śmietnika dna, kiedy na nogach już nie mogę stać. Rozbierz, umyj, nakarm. Tyle szłam”. To do Niego wołanie jest przecież. Marika była zawsze silna, wesoła a teraz wyje do Boga, czasem ledwo żywa. Jak można mnie taką podziwiać? Ale ja czułam, że mu-szę to zrobić. Część mnie boi się, że stracę mój bezpieczny wizerunek „superbabki” i „kolorowego ptaka”, ale druga część mówi – „odważ się, bo jak tego nie zrobisz, to będzie jak kulka chleba, która stoi w gardle”. Moja przyjaciółka Dora mówi: „Wiesz, co jest w życiu najważniejsze? Najważniejsze w życiu to być sobą. No, chyba, że można być Batmanem, to wtedy trzeba być Batmanem” :).

 kasia-i-marika-10

KASIA: O czym marzy ta nowa Marika, Marta? O sukcesie nowej płyty, kontraktach? O co się modlisz?

MARTA: O zdrowie dla mojej rodziny, o wiarę, o pokorę. Przede wszystkim proszę Go jednak o to, żebym Go nie odstępowała na krok. Płyta jest ważna, ale w porównaniu z tym pragnieniem jest sprawą drugorzędną. Bo jeśli On będzie ze mną, to wszystko będzie dobrze.

KASIA: Dziękuję za rozmowę.

Zdjęcia: Tola Martyna Piotrowska: http://tolala.pl/

Miejsce: „Marsz na kawę”, Marszałkowska 6, Warszawa http://www.marsznakawe.pl/

 

18 thoughts on “Bóg zawsze za moimi plecami

  1. Przeczytałam ten wywiad jednym tchem. I z pewnym wzruszeniem. Dziękuję <3

    Ps. Bardzo ciekawy blog, już wiem, że będę zaglądać tu częściej.
    Powodzenia w dalszym pisaniu.!

  2. właśnie obejrzałam krótką rozmowę w DDTVN z Mariką. Bez wątpienia, wywiad powyżej zrobił na mnie wiele większe wrażenie. Pani Kasiu, to Pani zasługa. To co mnie uderzyło, to fragment o roli ojca w życiu każdej kobiety. Jest ona na pewno nieoceniona. Mój, przekazał mi wiarę w Boga. Tylko podobnie jak pani Marta, pomimo tego, że tata był w domu, mam wrażenie, że nigdy go nie poznałam. Co gorsza, nie miałam z nim relacji, która pozwoliłaby mi ukształtować mnie jako osobę, która wie czego chce od mężczyzn i od życia. Ze względu na to, że po 30 latach małżeństwa tata popełnił wielki błąd i skrzywdził mamę, moja relacja z nim nie będzie już taka, jaka bym chciała, by była. Boję się, że wpłynie to kiedyś na mój związek, bo już to delikatnie zaczynam odczuwać. Taka rozmowa jak ta, jest dla mnie jak kubeł zimnej wody, bo pokazuje jak na dłoni siłę modlitwy – nie jako sposobu do spełniania marzeń, ale rozwiązywania życiowych problemów, których człowiek jako istota słaba nie potrafi udźwignąć w pojedynkę. Bardzo dziękuję!

  3. Odczuwam ulgę na myśl, że w tym medialnym bełkocie zasmieconym pstrokatym confetti, jest ktoś kto postanowił podróżować własną śc
    ieżka. Ktoś, kto mądrze opowiada o własnej przemianie, o poszukiwaniach. Nigdy nie słuchałam muzyki Mariki, ale w historiach Marty zapisanych w nutach, chętnie się zasłucham.

  4. Super wywiad. I bardzo mi bliski. Jakbym siebie czytała i swoje myśli i siebie widziała. Miło wiedzieć, że jest więcej takich ludzi. Miło wiedzieć, że jest się już po tej drugie stronie lustra, że zdjęło się z siebie ten cały ciężar czegoś czymś nie byliśmy, a nam narzucono, albo wierzyliśmy że to da nam sens, cel życia. To coś co nas uwierało, ciążyło. Te maski. Tak jak Marika mówiła w TVN..nawet głos się zmienia. Dokładnie tak. Ten spokój bijący, to wyciszenie, ta obecność, świadomość bycia. Nagle (ja przynajmniej) znów żyje jakby za szybą, ale nie jak w depresji w izolacji od ludzi, ale to ja teraz obserwuję sobie świat i ludzi jak na ekranie jak a szybą.

  5. dzisiaj widziałam przez chwilę Marikę w DD TVN i dowiedziałam się o jej zmianie życia. Wzruszyłam się, bo każdy ma taki moment w życiu, że próbuję zmienić się i walczy sam ze sobą. Podziwiam ją, a Tobie autorko tego wywiadu dziękuję, że pokazałać w tak piękny sposób wywiad:)

  6. Dziękuję, Marto! Przyznam szczerze, że nigdy za Tobą nie przepadałam. Wyczuwałam jakąś sztuczność… Gdy zobaczyłam Cię w DD TVN, a teraz na tym blogu, oczom moim ukazała się prawdziwa osoba – dziecko Boże, ufające tej Miłości, która nigdy nie zawiedzie. Chwała Panu!

  7. Pierwszy raz widzę taką Marikę, jest piękna – wygląda jak amerykańska aktorka. Dziękuję za tą rozmowę, każda którą czytam na tym blogu mnie wzbogaca. Trzymajcie się!

  8. Super wywiad, akurat w tym dniu było mi bardzo smutno, po obejrzeniu wywiadu pobiegłam do księgarni aby kupić sobie książkę. Wpadła mi w ręce ” Dotyk nieba” Emma McKinley i Cheryl Ricker, polecam z całego serca, ja przeczytałam ją z ogromną przyjemnością. Dla osób wątpiących i będących w trudnych chwilach swojego życia.

  9. Fajny blog Pani Kasiu! Dla tych co szukaja badz znalezli relacje z Bogiem. Ja Wierze, Kocham ale wciaz ucze sie w 100% Ufac. Przychodzi mi na mysl piosenka Bajmu pt ,, U stop szklanych gor”, gdzie w refrenie sa slowa.. ,, moze wlasnie tego chce od ciebie Bog, abys szukal do niego ciagle nowych drog”. Tak chyba to jest w relacji z Bogiem, ze nas doswiadcza bysmy go szukali.. Prosze posluchac ;) Pozdrawiam.

  10. Po wysłuchaniu wywiadu z Martą w Trójce niezwłocznie zamówiłam płytę w Empiku. Marta jest już ze mną, śpiewa dla mnie kolejny raz i dobrze nam ze sobą. Nowa Marika jest mi zdecydowanie bliższa. Płyta jest dojrzała, przemyślana i niesamowicie smaczna. Idealna na jesienne wieczory.

  11. Fantastyczny wywiad! Bardzo się ciesze,że Marika się tak odsłoniła w tej rozmowie i dała poznać jako dobry człowiek i dojrzała artystka. Teraz po przeczytaniu wywiadu i poznaniu kontekstu jej powstania ,słucham zupełnie inaczej nowej płyty.

  12. …zawsze chciałem pogadać z Mariką, teraz jeszcze bardziej, już z Martą. Zgadzam się w tym wszystkim co powiedziała, znam po sobie, czuję i staram się iść w tym samym kierunku, …oj ciężko. Ale chyba do przodu, małymi krokami.

Odpowiedz na „kasiaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>