Bóg, który przychodzi znienacka

24.04.2015 Warszawa  Katarzyna Olubinska  Fot. Jakub Szymczuk /FOTO GOSC

Pamiętam kilka takich spotkań w życiu, do których przygotowywałam się niczym panna młoda do ślubu. Scenariusz dokładnie opracowany z wyprzedzeniem. Każdy detal przestudiowany w głowie kilka razy. Wszystko miało być wielkie i ważne. Nie pamiętam, żeby którekolwiek z tych spotkań zmieniło moje życie.

domek2

Pamiętam kilka takich spotkań w życiu, których nie planowałam wcale. To miał być zwykły beztroski dzień, taka leniwa niedziela na przykład. Żadnych poważnych planów, żadnych oczekiwań. Po prostu szłam ulicą i nagle łup – zadziało się coś, co całkowicie zmieniło moje życie. W jednej chwili zawiązała się jakaś bliskość.

Pamiętam wielogodzinne rozmowy pełne mądrych i ważnych słów wypowiedzianych podniosłym tonem, z których nic nie wynikało i które nic nie wnosiły do mojego życia może poza tym, że bolała mnie głowa.

Pamiętam pojedyncze słowa, a nawet spojrzenia, które wniosły więcej niż tamte wielogodzinne rozmowy. Coś mi uświadomiły, otworzyły oczy, do czegoś ważnego zmotywowały, uwolniły od jakiegoś ciężaru. Jakby w jednej sekundzie spadła ciężka kurtyna i odsłoniła coś, co próbowałam zobaczyć od dawna. Ja mówiłam dużo i kwieciście a on tylko słuchał i powiedział dokładnie jedno słowo.

Fragment o spotkaniu Samarytanki z Jezusem przy studni z dzisiejszej Ewangelii porusza mnie na wskroś, bo jest o takim właśnie spotkaniu. To spotkanie, które na zawsze zmienia życie. Spotkanie, którego nie da się zaplanować.

Przy studni w Piśmie Świętym zwykle odbywają się  amory i zaręczyny. Znam dziesiątki historii zaręczyn bardziej i mniej zaplanowanych, ale największe wrażenie zrobiły na mnie zaręczyny moich przyjaciół.

Jako świeżo zakochana para wybrali się na wspólny wyjazd do Rzymu. Nie było ani zaręczynowych planów, ani romantycznej kolacji, ani pierścionka z brylantem ani eleganckiej sukienki, ani czerwonych róż. Po dniu wspólnych spacerów po Rzymie w spranych jeansach i trampkach, roześmiani, szczęśliwi i zmęczeni wracali z torbą lokalnych serów i oliwek z targu i nagle on rzucił z impetem te torby i padł przed nią na kolana zadając TO pytanie. Szczęście i miłość tak go przepełniały, że nie mógł już dłużej czekać. Ona się rozpłakała i trwali tak mocno przytuleni pod rozgwieżdżonym ciepłym niebem patrząc na Rzym nocą. Nie znam piękniejszej historii zaręczyn, mimo że odbyła się bez planu.

Ostatnio po latach spotkałam się „na szybka herbatę” z księdzem Maciejem Sarbinowskim, którego krótka modlitwa kilka lat temu zmieniła całe moje życie. Chciałam mu koniecznie wręczyć książkę, w której opowiadam o tej ważnej dla mnie modlitwie i spotkaniu wtedy z nim. To miała być krótka rozmowa przy herbacie. Kilka dni później jechałam już na osobiste rekolekcje to Klasztoru w Lądzie, w którym ksiądz Maciej z księdzem Dominikiem Chmielewskim tworzą coś na kształt centrum odnowy duchowej dla ludzi pogubionych w pędzie wielkiego miasta. To był dla mnie niezapomniany czas spotkania z Bogiem, z ciszą, ze zjawiskową przyrodą i w końcu ze samą sobą, a zaczęło się od zwykłego spotkania na herbatę.

Robert Głubisz OP w dzisiejszym kazaniu na kolejną niedzielę Wielkiego Postu ( http://www.sluzew.dominikanie.pl/nagrania/ kazania służewskie 19.03 godz 9.30) wzruszył mnie tym co mówił o lęku przed pewnymi spotkaniami, o konwenansach, budowaniu murów i stawianiu granic, o tym co wypada, a za czym tęskni serce, o otwartości, która daje szansę na bliskie spotkanie.

Wieli Post to dla mnie czas uważności na nieoczekiwane słowa, które w jednej chwili mogą zburzyć wszystko albo wszystko na nowo zbudować. To czas niezaplanowanych spotkań, bliskich spotkań. W każdej chwili może wydarzyć się coś, co odmieni całe życie. Mimo burz życie jest jednak wciąż naprawdę fascynującym spektaklem. Wystarczy tylko zamknąć oczy. Wystarczy tylko otworzyć serce.

Ostatnio od życzliwej osoby będącej blisko Boga dostałam takie zdanie: „Temu zaś, który mocą działającą w nas może uczynić nieskończenie więcej, niż prosimy czy rozumiemy” Ef 3, 20

Otwarcia i uważności na niezaplanowane spotkania, które mogą zmienić wszystko na dziś i na cały nowy tydzień sobie i Wam życzę i zostawiam Was z tekstem anonimowego autora poniżej:

 

Możesz mieć wady, być lękliwy i czasem poirytowany, ale nie zapominaj, że Twoje życie jest największym przedsiębiorstwem świata. Tylko Ty możesz zapobiec jego fiasku. Wielu Cię ceni, podziwia Cię i Cię kocha. Chciałbym, żebyś pamiętał, że być szczęśliwym, to nie znaczy mieć niebo bez burzy, drogę bez wypadków drogowych, pracę bez wysiłku, relacje bez rozczarowań.

Być szczęśliwym to znaleźć siłę w przebaczaniu, nadzieję w walkach, bezpieczeństwo na scenie strachu, miłość w niezgodzie.

Być szczęśliwym nie znaczy tylko doceniać uśmiech, ale też zastanawiać się nad smutkiem. To nie tylko świętowanie sukcesów, lecz także uczenie się na błędach. To nie tylko czucie radości pośród aplauzów, ale bycie radosnym anonimowo.

Być szczęśliwym to uznać, że warto żyć, pomimo wszelakich wyzwań, nieporozumień i kryzysów.

Być szczęśliwym to nie fatum losu, ale zdobywanie przez tych, którzy potrafią podróżować wewnątrz siebie samego.

Być szczęśliwym to przestać czuć się ofiarą problemów, a stać się bohaterem własnej historii. To przemierzać pustynie w głębi siebie, umiejąc jednak odnaleźć oazę w zakamarkach swojej duszy.

To każdego ranka dziękować Bogu za cud życia.

Być szczęśliwym to nie bać się własnych uczuć.

To potrafić mówić o sobie.

To mieć odwagę usłyszeć „Nie”.

To czuć się bezpiecznie, przyjmując krytykę, nawet jeśli niesłuszną.

To całować dzieci, przytulać rodziców, przeżywać poetyckie chwile z przyjaciółmi, nawet jeśli nas ranią.

Być szczęśliwym to pozwolić, by stworzenie, które jest wewnątrz nas, żyło w wolności, radości i prostocie.

To być tak dojrzałym, by móc powiedzieć: „Pomyliłem się”.

To być tak odważnym, by powiedzieć: „Przebacz mi”.

To mieć taką wrażliwość, by wyznać: „Potrzebuję cię”.

To potrafić mówić: „Kocham cię”.

Niech Twoje życie stanie się ogrodem okazji, by być szczęśliwym…

Abyś w Twoich wiosnach był miłośnikiem radości.

Abyś w Twoich zimach był przyjacielem mądrości.

A kiedy pomylisz drogę, abyś zaczynał od nowa.

Bo tak będziesz miał większą pasję życia.

I odkryjesz, że być szczęśliwym to nie znaczy mieć perfekcyjne życie.

Ale używać łez, by nawadniać tolerancję.

Używać przegranych, by doskonalić cierpliwość.

Używać błędów, by rzeźbić duchowy pokój.

Używać bólu, by kamienować upodobanie.

Używać przeszkód, by otwierać okna intelektu.

Nigdy nie przestawaj…

Nigdy nie rezygnuj z ludzi, których kochasz.

Nigdy nie rezygnuj ze szczęścia, bo życie jest niewiarygodnym spektaklem!

 

29 thoughts on “Bóg, który przychodzi znienacka

      1. Przed wyjściem na wczorajszą Eucharystię zadałam sobie pytanie, czym dla mnie jest szczęście.
        To niesamowite jak bardzo odnalazłam siebie w słowach, które Pani napisała. W codziennej gonitwie tak często ucieka mi ta prosta radość. Przypomniała mi Pani o niej – za to właśnie z całego serca dziękuję i zapewniam o swojej modlitwie :)

  1. Może trochę poza tematem, ale nawiązując do kazania, o którym piszesz, mnie najbardziej poruszyła dzisiaj pokora, która wypływała z ostatnich słów, o porannej refleksji…

  2. Uwielbiam czytanie o Samarytance. Twój dzisiejszy tekst, również :) i pamietam pierwsze spotkanie sprzed lat o niezaplanowanym przebiegu i to z wczoraj … równie spontaniczne. Ważne. ❤

    1. Najdłuższe śniadanie w historii tego miejsca ;) zakończone zakupem biletów. Ważne :) Pamiętam wszystko.

  3. Pewne nieoczekiwane zdarzenia, bez planu, nie zapisane w notatniku, burzą harmonogram naszego „idealnego” życia. Dziwne, ale prawdziwe- zostają najbardziej zapamiętane. Właśnie te chwile, przeżywamy autentycznie. Bez zbędnej gry pozorów, odarci z fałszu i aktorzenia. Odczuwamy je do szpiku kości.

    Anonimowość…jak ciężko się na nią zdobyć, kiedy tak bardzo chcemy być zauważeni.

    Piękny post :)

  4. Pani Kasiu po stokroć dziękuję za tego bloga, tyle mądrych i ważnych słów, które sprawiają,że łatwiej żyć.

  5. :) Cudownie jest zobaczyć świadectwo wiary :) DZIĘKUJĘ! „Niech cię Pan błogosławi i strzeże. Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą, niech cię obdarzy swą łaską. Niech zwróci ku tobie oblicze swoje i niech cię obdarzy pokojem. Tak będą wzywać imienia mojego nad Izraelitami, a Ja im BĘDĘ BŁOGOSŁAWIŁ.” W Biblii jest 700 obietnic – jesteśmy ich dziedzicami przez zaufanie(wiarę) i wytrwałość. „Jeśli ufność twa będzie wielka hojności Mojej nie ma granic”. Pan Bóg to nie pracownik MOPSu – On nie zaspokaja podstawowych potrzeb Swoich dzieci. Nasz Abba ma królewski gest i przeobficie spełnia każde pragnienie które Sam nam daje! Ale naczyniem do czerpania jest ufność – jeśli prosisz i wytrwale oczekujesz/spodziewasz się daru – otrzymasz go. Proś i ufaj! I niech Ci się stanie jak wierzysz! Z Bogiem :) /// ps. polecam fantastyczną konferencje o oczekiwaniu na dobro https://www.youtube.com/watch?v=XqA05d-eJec

  6. Ja jestem na początku drogi. Właściwie nie zrobiłam nawet kroku aby wyjść z matni w której jestem. Znalazłam się tu przypadkiem choć podobno przypadków nie ma….
    Myślę, że dzięki Pani właśnie On wyszedł do mnie. Tylko teraz ja muszę coś z tym zrobić. …

  7. To mój pierwszy raz , pierwszy raz na Pani blogu, Pani Kasiu, jestem osobą wierzącą … Ale ostatnio … smutną, zagubioną, nieszczęśliwą … Nie jest łatwo … :(

  8. Pani Kasiu, Pani książka napisana jest sercem, toteż prościutko do mojego serca trafiła. Dziękuję.

  9. Już nie mogę się doczekać jak kupię książkę. Pani Kasiu mnie tez dotknął Pan Bóg – bardzo namacalnie w moim życiu które na pewniej czas zamieniło się w ogromny chaos podszyty strachem ale nie byłam i nie jestem na Niego zła – dziękuje mu za to codziennie. Jak będzie kolejna książka o zwykłych / anonimowych to chętnie podzielę się swoją historia.

  10. Kasiu, czy wiesz może kiedy odbędą się najbliższe rekolekcje w Lądzie? Chętnie wziełabym w nich udział razem z moim chłopakiem.

  11. Witam Szukam Jezusa szukam szczescia które uleciało.Z mojej winy.Każdy znas jest inny dotykają nas różne zdarzenia historię.Umieć przebaczać to coś wspaniałego.Cieszę się że odnalazła pani Jezusa a może on odnalazł panią. Cieszyć się życiem każdego dnia kochać nie mieć wątpliwości szanować ludzi których kochamy i ktorzy kochają nas być dla nich na sto procent to jest szczęście . Kochać sercem jego wnecze wady i zalety człowieka. Nie za urodę
    status społeczny to wszystko przeminie.Skupmy się na własnym sercu na wneczu byśmy umieli kochać samych siebie i innych to jest droga do szczęścia.

  12. Kasiu, świetna jest ta Twoja książka, bardzo życiowa , wzruszająca momentami, osobista, no i wywiady z ludźmi też dużo wnoszą.
    Ekstra że przyjeżdżasz do Krakowa:), wybieram się na spotkanie z Tobą w empiku
    Pozdrawiam

  13. Kasiu! Pozwolę się zwracać do Ciebie po imieniu, bo po przeczytaniu Twojej książki stałaś się dla mnie bardzo bliską osobą. Przeczytałam „Boga w wielkim mieście” w 2 dni. Cudowna to książka. Pełna ciepła, miłości do Boga, ludzi i świata, a przy tym pełna normalności… Jakim pięknym świadkiem Pana Jezusa jesteś!:) W tych czerwonych pazurkach, ślicznym makijażu, fajnych ciuszkach… Jesteś zaprzeczeniem wyobrażenia, które miałaś o katolikach, kiedy jeszcze „nie chodziłaś z Bogiem”:). I o to właśnie chodzi! Pan Bóg od nas nie oczekuje, że będziemy chodzić w szarych swetrach, śpiewać smutne pieśni i większość życia pościć i się umartwiać. I fajnie, że lubisz SPA, taniec, dobre jedzonko i proseco.:) To wszystko przecież Pan Bóg dla nas stworzył, ważne żebyśmy z rozsądkiem z tego korzystali. I umieli się dzielić. Tak jak Ty to robisz. Historia z kremem pomidorowym dla bezdomnych to mistrzostwo świata. Tak to chyba działa, że jak jesteś blisko Boga to automatycznie jesteś otwarta na innych ludzi. Na ich smutek i biedę. I wtedy rzeczywiście jesteśmy apostołami Pana Jezusa.
    Dziś widziałam Cię w „Dzień dobry TVN” i mówię do męża: „Zobacz! To ta fajna babka, której książkę przeczytałam!” – „To ona pracuje w TVN-ie?!” I taka pewnie jest reakcja wielu ludzi… Dobrze, że pokazujesz, że nie taki TVN straszny, jak go malują. Że są tam ludzie, którzy myślą podobnie do nas, a nawet jak są daleko od Boga i Kościoła, to nas szanują. Nie ma co tworzyć jakiś sztucznych enklaw i dzielić ludzi na wierzących i niewierzących. Przecież jakoś musimy innym ludziom mówić o Bogu, świadczyć o nim, a to się nie uda jak będziemy dusić się we własnym sosie!
    Chciałam jeszcze tylko wspomnieć, że wywiady bardzo ciekawe, ale i tak najlepiej czytało mi się fragmenty o Tobie i Twoim życiu. Dziękuję, że się ze mną – Twoją czytelniczką podzieliłaś tyloma osobistymi przemyśleniami, wspomnieniami. Jesteś dla mnie świetną inspiracją.
    Pozdrawiam Cię i ściskam mocno, życząc wszystkiego dobrego! Przede wszystkim miłości, na którą tak zasługujesz! Z Panem Bogiem!:)

  14. Fantastycznie, że taka książka powstała, kupie i przeczytam!;-)
    Nawóciłam się wiele lat temu. Znam cudowne uczucie ktore towarzyszy odnalezieniu Boga i Jego Słowa.
    Jestem protestantką a to dosyc trudne w katolickim kraju…..
    Wierzę Bożemu Słowu zawartemu w Bibli nie dogmatom…..ale ufam , ze każde szczere serce poszukujace Boga odnajdzie w nim ukojenie bez wzgledu na przynalezność kościelną ;-)
    Z wszystkich medialnych nawróceń najbardziej ciesze się z nawrócenia Frytki…szczere,autentyczne,prawdziwe i zgodne z prawdą bez ludzkiej nauki…Tak przynajmniej wyglada Jej obraz nawrócenia w mediach ;-)
    Pozdrawiam serdecznie!

  15. Pani Kasiu, bardzo się cieszę, że mogłam z Panią zamienić dziś parę słów na spotkaniu autorskim w Krakowie. Właśnie zabieram się za czytanie książki. Pozdrawiam ciepło.
    Ps. Jak będzie Pani w okolicach Nowego Sącza proszę nie zapomnieć o uroczym Sanktuarium w Tropiu :-)

  16. Mówienie o Bogu, danie świadectwa Jego ogromnej miłości, miłości bez końca to dla mnie akt ogromnej odwagi, to schowanie wstydu, porażki, niezrozumienia na dnie serca i zrobienie w nim miejsca dla Niego, to akt ufności, to głośne : Jezu, ufam Tobie.
    Pozdrawiam ciepło :)

  17. Tak – niespodziewane spotkania – to jest to! Ja poszłam wiele lat temu na nocne czuwanie w kościele na Wigilię Paschalną, bo Tata namawiał mnie tak długo, że już nie chciało mi się tego słuchać. Nieopatrznie usiadłam w pierwszym rzędzie i w myślach kombinowałam jak by tu sobie pospać. Byłam nastolatką i nie sądziłam, że coś ciekawego mnie tam spotka. Na początku było wprowadżenie i jakiś pan powiedział „skoro już tu jesteś, to posłuchaj”. Pomyslalam „ok … skoro i tak muszę tu siedzieć”. Otworzyłam się w ten sposób na spotkanie z Bogiem i On mnie tam spotkał. No a potem wiele lat zmieniania się itd. :)) Życzę, żeby Pani wytrwała w tej drodze. PS. Trafiłam tu przez książkę. Nie oglądam TV więc nawet nie wiedziałam o Pani istnieniu. W Wielką Sobotę, przy święceniu jajek wstąpiłam do księgarni parafialnej … wyzerowałam portfel. Kupiłam Pani książkę także ją oceniając, przyznaję się, że „eee tam dam jakimś lemingom z mojego otoczenia … pewnie nic głębokiego”. Pomyliłam się! Czuję wielką bliskość duchową z Panią. A wywiad z Iza Miką mnie powalił! Co to za dziewczyna! Super!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>