Bóg, który ociera łzy

male-kasia-olubinska-010-1

Niedziela, godzina 14. Kościół Dominikanów na Służewie. Ostatnia msza uwielbienia przed wakacjami. Wlekę się na nią resztką sił tylko dlatego, że umówiłam się z przyjaciółką i obiecałam, że z nią pójdę, ale w sumie to najchętniej bym na nią nie poszła. Czuję zniechęcenie. Bywają po prostu takie chwile w życiu, kiedy jakaś sytuacja przygniata nas tak mocno, że fizycznie czujemy na sobie kamień i ja z takim kamienieniem niemal wyczuwalnym na karku idę na tę mszę bez grama siły i wiary. No może z gramem. Mówią, że po burzy przychodzi słońce ale w środku tej burzy widać tylko ciemne chmury, czuć na skórze tylko zimny wiatr. I strach.

male-kasia-olubinska-011

Fot. Tola Martyna Piotrowska http://tolala.pl/

Tak się akurat składa, że czytanie w tym dniu też jest właśnie o tym. Chyba jedna z najbardziej znanych scen Biblijnych, kiedy to Jezus śpi w łodzi, na jeziorze zaczyna się burza i apostołowie krzyczą przerażeni. Ile to razy tak krzyczymy do Niego, bo sytuacja wydaje się bez wyjścia albo po prostu nie rozumiemy czegoś w naszym życiu i zwyczajnie czujemy się bezsilni, zmęczeni, zastanawiamy się: gdzie jest Bóg? Ojciec Janusz Chwast, który prowadzi mszę mówi, żeby wczuć się w tę sytuację apostołów na jeziorze podczas burzy, którzy krzyczą z przerażeniem: „Nie widzisz, że toniemy”? Ja nie muszę nawet się za bardzo wczuwać. Do komunii Świętej idę ociężale, jak do lekarza po lekarstwo. Boże, Ty obiecałeś, że nas umocnisz w swoich sakramentach. Umocnij mnie swoją mocą, bo ja sama nie mam już siły.

Po mszy zaczyna się modlitwa uwielbienia, a ojciec prosi, żeby najpierw oddać Jezusowi swoje zmartwienia i już o nich nie myśleć. No to oddaje. To znaczy próbuje, bo to jest trudne. Rozum podpowiada coś innego, w głowie zamiast spokoju rodzą sie pytania i scenariusze, a zmęczenie od targania tego kamienia – pewnej trudnej dla mnie sytuacji – odbiera siły i wiarę w Niego, w to że naprawdę słyszy i widzi, że się troszczy. Więc resztkami sił oddaje to wszystko, co mnie tak martwi i przygniata i proszę: „Ty się tym zajmij”.

Modlitwa trwa i nagle ze zdziwieniem spostrzegam, że przestaje być nużąca. Staje się piękna. Spokojna. Dobra. Sączy się w kościele powoli w promieniach słońca zmieszanych z kadzidłem i wsącza we mnie przynosząc ulgę, jakbym wlożyła zmęczone stopy do chłodnej wody. Nagle dociera do mnie. Ten przede mną na ołtarzu to nie tylko biały Opłatek. To żywy Bóg, który naprawdę ma Moc. Wszystko może. Ja patrzę na Niego, On patrzy na mnie. Trwamy tak. Ja już nic nie mówię, On już wszystko wie. Powoli zapominam o tym, co tak męczy i boli. On w chmurze z kadzidła. Ja też robię się lekka. Odpoczywam. Jakby ktoś zabrał ze mnie cały ten ciężar. Napełniam się pięknem, nadzieją, oddycham głęboko z ulgą. Jak dobrze.

Po chwili ojciec wypowiada zdanie: „Teraz Pan Bóg przychodzi ze swoim pokojem, do tych którzy są czymś bardzo zmęczeni” i ja już wiem, że to o mnie. Do oczu płyną mi łzy. Otula mnie czułość. Przychodzi spokój, dobro, nadzieja. Teraz już będzie dobrze. Wiem. Przecież nie jestem sama.

Wychodzę z kościoła jak zupełnie inna osoba. Nawet fizycznie czuję, jakby mi ktoś zabrał kamień z pleców, z umysłu, z serca. Zamawiam kawę i ciastko rabarbarowe. Wystawiam głowę do słońca. Uśmiecham się. Wszystko znowu nabrało kolorów, jakby mnie ktoś odczarował. Myślę o sobie sprzed kilku godzin i tej teraz i nie mogę się nadziwić, że znowu Bóg przyszedł do mnie w tak namacalny sposób. W ciągu godziny spotykam koleżankę, która opowiada mi pewna historię, będącą odpowiedzią na wiele moich dylematów, drogowskazem. Wiem już, co robić. On powiedział mi ustami tej dziewczyny. On uciszył mój ból. Usłyszał mój płacz. Znowu mnie uleczył, podniósł i dodał sił.

W Dniu Ojca przepraszam Cie mój Tato Boże, za to że jest we mnie tak mało wiary w Twoją Moc i Twoją obecność, że ciągle zapominam, że Ty jesteś ze mną w łodzi mojego życia, nawet kiedy szaleje burza. Ty jesteś Bogiem mocnym. Z Tobą nie muszę się już niczego bać. Ty jesteś żywy. Podnosisz. Ocierasz łzy. Dziękuję Tato.

„Błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego, Jezusa Chrystusa, Ojciec Miłosierdzia i Bóg wszelkiej pociechy. Ten który nas pociesza w każdym naszym ucisku, byśmy sami mogli pocieszać tych co są w jakimkolwiek ucisku, tą pociechą której doznajemy od Boga” 2 Kor 1, 3-4

18 thoughts on “Bóg, który ociera łzy

  1. Bóg jest godzien wszelkiej chwały i czci!<3
    W moim życiu rownież pojawiają się momenty zwątpienia..kryzysy..ale po burzy przychodzi taka chwila, osoba, słowo, piosenka, które zawsze przypomną do KOGO należę :)

    In Christo!

  2. On JEST, po prostu JEST, tylko czasem śpi na wezgłowiu… :) Dziękuję za to świadectwo Kasiu, za Nadzieję. Pozdrawiam ciepło!

  3. Dziękuję za te słowa. Za świadectwo za to że nie boi się pani mówić o Bogu otwarcie. Takich świadectw trzeba nam co dzień.

  4. Od jakiegoś czasu śledzę Pani Bloga… Jestem osobą wierzącą już od kilkunastu dobrych lat, w sumie od dziecka, ponieważ wychowałam się w chrześcijańskiej rodzinie. Cieszę się, że jest coraz więcej ludzi, takich jak Pani, którzy otwarcie mówią kim dla nich jest Bóg i jak ważną rolę odgrywa w codziennym życiu. To jest super :) Podsyłam linka do strony internetowej mojego kościoła… dużo fajnych nauczań :) http://www.wodazyciakoszalin.pl/

    1. Marto-katolicy raczej są zamknięci na wszystko niekatolickie. Piszę ogólnie! Rzadko cytują Biblię bo słabo ją znają lub wcale. Zawsze ale to zawsze piszą lub mówią czy to w tv na debatach czy w wywiadach-O kościele o ludziach o papieżu, rzadko lub nigdy o Bogu Jezusie czy Słowie Bożym. Mówią o emocjach o uczuciach o sakramentach o sobie i o BOGU jakby nie był nigdy człowiekiem jakby jego działania były jakieś magiczne, dziwny język nic nie wprost! To jest zasłona o której czytamy, która czasem bardzo lekka i niemalże przezroczysta…ale jednak. Wiem bo tam byłam.

      1. To chyba nie spotkałaś prawdziwych katolików znających dobrze Słowo Boże. Przykro mi, stereotypami łatwo się posługiwać.

  5. Przepraszam-ale gdzie w Biblii Pan Bóg wspomina o sakramentach? Proszę wybaczyć ale takie słowo nigdy nie pojawia się w Biblii. Przeciwnie-jest napisane ze raz na zawsze Jezus złożył ofiarę i nie poziom się jej powtarzać. Czy Jezus i Jego śmierć nie wystarczą?
    Mówi o tym list do hebrajczyków?

    1. Pismo może nie mówi nam o sakramentach wprost ale podam pewne cytaty: np. tu: Jego boska moc obdarowała nas wszystkim, co potrzebne do pobożnego życia (…) Przez to otrzymaliśmy cenne i ważne obietnice, aby stać się uczestnikami Bożej natury i uchronić się przed zepsuciem spowodowanym powszechną w świecie żądzą. 2P 1,3; sakrament małżeństwa: „Bóg przeznaczył sobie nawzajem mężczyznę i kobietę, żeby „nie byli już więcej dwoje, ale jednym ciałem” (por. Mt 19,6); sakrament pokuty:”Przyjmijcie Ducha Świętego. Tym, którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone; którym zatrzymacie, są zatrzymane”(J 20,22a-23),bierzmowanie:Duch Pana Boga nade mną, bo Pan mnie namaścił, abym ubogim głosił dobrą nowinę. Posłał mnie, abym opatrzył rany złamanych na duchu, abym głosił więźniom wyzwolenie, a zniewolonych uczynił wolnymi. Iz 61,1; chrzest: „Przez chrzest zostaliśmy pogrzebani razem z Nim w śmierci, będziemy także złączeni przez podobne zmartwychwstanie.” (Rz 6,4) ; Eucharystia: Przed świętem Paschy Jezus wiedział, że nadeszła godzina Jego przejścia z tego świata do Ojca. A ponieważ umiłował swoich, którzy mieli pozostać na świecie, tę miłość okazał im aż do końca. J 13,1; namaszczenie chorych: Kto spożywa moje ciało i pije moją krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. J 6,54; odsyłam zresztą do Katechizmu Kościoła Katolickiego

  6. Zupełnie przypadkowo w wieeeeelkim necie znalazłam pani bloga i czytam, od początku :) I mam zamiar zostać na dłużej. Podoba mi się. Bardzo :)

  7. Fragment z orędzia Św. Ojca Pio: „Nawet święci mimo wysokiego stopnia świętości osiągniętego za życia, drżeli przed sądem Bożym i przed wejściem do wiecznej szczęśliwości, zostali choćby na kilka chwil zatrzymani z powodu pewnych rzeczy, które w oczach ludzkich uważane są za nic.”

  8. Amen!

    Wreszcie!

    Bóg to nie pozory, Nie wstydzimy się Boga i jesteśmy z niego dumni!

    Dziękuje CI Kasiu za to piękne świadectwo!

    Pozdrawiam

  9. Wspaniały wpis. Ileż to razy czułem się tak ja Ty tutaj pisząca. Ciężar codzienności, obowiązków, pędu życia i jego zdawałoby się bezcelowości. W tym pędzie pozwalam sobie na drobne grzeszki, a potem na kolejne – cięższe. Z jednej strony ogromnie wierzę w Boga, doświadczam Jego miłości całe życie, a z drugiej ranie Go. Z nim czuje się bezpiecznie i bliskość z nim daje mi siłę, spokój i radość. Powstaję dzięki niemu, potem znowu upadam – czasem zbyt szybko, bezsensownie, zbyt łatwo. Każda msza daje mi ukojenie, czuję, że pełną jest tylko ta w której przyjmuję Komunię Świętą. Msze o uzdrowienie są czymś wspaniałym, cudownie jest móc oddać się w całości prośbie o przebaczenie, czuć miłość Bożą by potem wyjść do świata i mieć tą moc, radość, miłość, brak lęków choćby przez chwilkę… Choćby przez kilka minut.

  10. Wszyscy potrzebujemy pocieszenia, ktore daje Bog. Na tym polega nasza nedza, ale i wielkosc – na przyzywaniu pocieszenia od Boga, ktory przychodzi, by ze swa czuloscia otrzec lzy na naszym obliczu – mowil Papiez podczas wieczornego czuwania modlitewnego w Bazylice sw. Piotra.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>