Bóg, który nas umacnia

kasia-kamila-tomek-4a

Przez ostatnie dni leżąc w łóżku z powodu choroby piłam herbatę z sokiem i imbirem, czytałam książki i oglądałam filmy, między innymi: „Madagaskar”. Zawsze chce mi się śmiać na widok króla Juliana, bo to postać, która wydaje mi się dziwnie znajoma. Król Julian obiecał zwierzętom w dżungli, że w wyschniętym korycie rzeki znowu popłynie woda, pod warunkiem że złożą ofiarę i wrzucą ochotnika bogom na pożarcie do wulkanu. Uśmiechnęłam się na widok tej sceny z lekkim zażenowaniem, bo ja ciągle się z Nim targuje i próbuję Go czymś przekupić.

Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni, ale mocy i miłości, i trzeźwego myślenia.” (2 Tm 1, 7)

Mechanizm wymuszania w zamian za coś jest znany nawet małym dzieciom. Mój pies, kiedy chce żebym rzuciła mu coś ze stołu potrafi wpatrywać się we mnie oczami kota ze Shreka godzinami. Podobnie mam ja, kiedy na czymś mi zależy. Tupię nogą. Ma być tak, jak ja chcę tu i teraz. Jestem skłonna robić w Jego kierunku piękne oczy i obiecywać złote góry, żeby tylko wysłuchał. To znaczy byłam skłonna, bo od jakiegoś czasu staram się nie wymuszać, tylko Jemu ufać. Ufać, że jest ze mną nie tylko w dobrych ale też w złych momentach, które niesie też życie, że daje swojego Ducha Świętego, który przynosi pokój i mądrość w zamęcie codzienności. Staram się a wychodzi różnie.

Wielka jest cierpliwość Boga względem nas! Zaczyna wciąż od nowa, ilekroć upadamy. Jednakże Pan Bóg nie obiecuje zmian magicznych, nie używa On magicznej różdżki. Lubi zmieniać rzeczywistość od wewnątrz, cierpliwie i z miłością. Delikatnie prosi, aby mógł wejść w nasze życie, jak deszcz zstępuje na ziemię, aby przynosić owoce. Zawsze na nas czeka i patrzy na nas z czułością” – Papież Franciszek.

Pójdę na kolanach do Częstochowy jeśli On mnie wysłucha” – napisała do mnie jedna z dziewczyn na blogu – „Umieram ze strachu”. To samo czytam w innych mailach od Was: „Dlaczego Bóg mi tak zrobił i zesłał mi tego chłopaka, o co mu chodzi?”. Ja też często tak Jego pytam: dlaczego to i tamto zrobiłeś, skoro ja bym wolała inaczej. Powiedzmy sobie szczerze. Ciągle Mu jęczymy jak byśmy byli małymi dziećmi i ciągle podejrzewamy Go o jakieś ukryte złe zamiary wobec nas jakbyśmy nie wierzyli, że Bóg jest dobry. Jakby był martwym wulkanem z „Madagaskaru”, który domaga się krwawych ofiar, żeby dać nam wodę. A On się niczego nie domaga i daje w obfitości.

Nie zrozumcie mnie źle. Ja też się boję i to często. Boję się o mich bliskich, boję się o pracę, boję się wielu rzeczy tych całkiem realnych i tych wymyślonych i często mam też do czynienia z zamętem sytuacjami konfliktowymi. Ostatnio, mimo że spędziłam kilka dni w łóżku i nie ruszam się z domu więc teoretycznie jestem bezpieczna, znalazłam się w środku kilku bardzo przykrych i nieprzyjemnych sytuacji. Ludzie krzyczeli na mnie przez telefon mimo że nie zawiniłam, przychodziły trudne wiadomości o znajomych, miałam wrażenie, że wali się wszystko dookoła. Nawet taksówkarz, którego wysłałam z pilną misją w ważnym momencie pomylił drogę i zamiast szybko we wskazane miejsce pojechał dokładnie odwrotnie co kosztowało czas, pieniądze i nerwy. Gotowa go byłam udusić przez telefon ale wysiadł mi zupełnie głos przez to przeziębienie więc nawet tego nie mogłam zrobić. Właśnie wtedy pośrodku tego zamętu, mojej niemocy i słabości, tych kłótni których niechcący stałam się częścią, dziwnych wypadków i przykrych sytuacji pomyślałam sobie: „Chwileczkę, przecież nie jestem sama. Przecież jest ze mną Jezus i to On jest moją mocą”. Starałam się oddawać wszystko Jemu i zachować spokój. W ciągu doby wszystkie sprawy rozwiązały się pomyślnie, mimo że znowu ja niczego nie zrobiłam. Tak działa On, jego Duch Święty, który niesie pokój, a nie zamęt.

Niepokój i strach osłabia, rośnie jak góra śnieżna, rujnuje i burzy. Niezgoda rujnuje. Niby to wiem, ale kiedy codziennie w pracy, w relacjach, do głowy wkrada się zamęt i strach łatwo spanikować. Wydaje nam się, że toniemy. Nie szanujemy innych, bo wszyscy wydają się być naszymi wrogami. Tymczasem żaden strach, czarnowidztwo i zamęt nie pochodzi od Niego. On daje nam mądrość, pokój, siłę do znoszenia trudnych chwil i mądrość, żeby wiedzieć co wtedy zrobić. On nas umacnia. On każde zło przemienia w dobro. On błogosławi.

„Oto mój Sługa, którego podtrzymuję.
Wybrany mój, w którym mam upodobanie.
Sprawiłem, że Duch mój na Nim spoczął;
On przyniesie narodom Prawo.
Nie będzie wołał ni podnosił głosu,
nie da słyszeć krzyku swego na dworze.
Nie złamie trzciny nadłamanej,
nie zagasi knotka o nikłym płomyku.
On niezachwianie przyniesie Prawo. ” (Iz 42, 1 – 3)

Skoro mamy od Niego dar mądrości i męstwa może warto by było nie jęczeć Mu ciągle i nie ciągnąć za rękaw tylko z tą Mądrością i Mocą on Niego spróbować iść przez życie. On oczywiście każdego jęczenia wysłucha cierpliwie i z miłością i są sytuacje tak dramatyczne, że na nic innego człowiek nie ma już siły tylko usiąść i płakać ale tak na co dzień w zamęcie różnych spraw może warto trochę spokojniej. Naprawdę jest tak źle, naprawdę jesteśmy tacy nieszczęśliwi?

Mówię to oczywiście głównie do siebie, bo mnie ciągle coś wyprowadza z równowagi i jęczę Jemu: dlaczego ja. Wpatruję się w moje problemy zamiast w Niego tym samym nie widząc Jego chwały i nie wierząc w Jego bezinteresowną miłość i Jego moc. Jestem jak król Julian, który wrzuca ofiary na szczycie uschłego wulkanu i odprawia puste tańce przebłagalne, podczas kiedy woda życia już dawno płynie w korytach rzeki i czeka cały piękny tętniący życiem i przygodą świat.

„Możesz mieć wady, być lękliwy i czasem poirytowany, ale nie zapominaj, że Twoje życie jest największym przedsiębiorstwem świata.Tylko Ty możesz zapobiec jego fiasku.Wielu Cię ceni, podziwia Cię i Cię kocha. Chciałbym, żebyś pamiętał, że być szczęśliwym, to nie znaczy mieć niebo bez burzy, drogę bez wypadków drogowych, pracę bez wysiłku, relacje bez rozczarowań.

Być szczęśliwym to znaleźć siłę w przebaczaniu, nadzieję w walkach, bezpieczeństwo na scenie strachu, miłość w niezgodzie.

Być szczęśliwym nie znaczy tylko doceniać uśmiech, ale też zastanawiać się nad smutkiem. To nie tylko świętowanie sukcesów, lecz także uczenie się na błędach. To nie tylko czucie radości pośród aplauzów, ale bycie radosnym anonimowo.

Być szczęśliwym to uznać, że warto żyć, pomimo wszelakich wyzwań, nieporozumień i kryzysów.

Być szczęśliwym to nie fatum losu, ale zdobywanie przez tych, którzy potrafią podróżować wewnątrz siebie samego.

Być szczęśliwym to przestać czuć się ofiarą problemów, a stać się bohaterem własnej historii. To przemierzać pustynie w głębi siebie, umiejąc jednak odnaleźć oazę w zakamarkach swojej duszy.

To każdego ranka dziękować Bogu za cud życia.

Być szczęśliwym to nie bać się własnych uczuć.

To potrafić mówić o sobie.

To mieć odwagę usłyszeć „Nie”.

To czuć się bezpiecznie, przyjmując krytykę, nawet jeśli niesłuszną.

To całować dzieci, przytulać rodziców, przeżywać poetyckie chwile z przyjaciółmi, nawet jeśli nas ranią.

Być szczęśliwym to pozwolić, by stworzenie, które jest wewnątrz nas, żyło w wolności, radości i prostocie.

To być tak dojrzałym, by móc powiedzieć: „Pomyliłem się”.

To być tak odważnym, by powiedzieć: „Przebacz mi”.

To mieć taką wrażliwość, by wyznać: „Potrzebuję cię”.

To potrafić mówić: „Kocham cię”.

Niech Twoje życie stanie się ogrodem okazji, by być szczęśliwym…

Abyś w Twoich wiosnach był miłośnikiem radości.

Abyś w Twoich zimach był przyjacielem mądrości.

A kiedy pomylisz drogę, abyś zaczynał od nowa.

Bo tak będziesz miał większą pasję życia.

I odkryjesz, że być szczęśliwym to nie znaczy mieć perfekcyjne życie.

Ale używać łez, by nawadniać tolerancję.

Używać przegranych, by doskonalić cierpliwość.

Używać błędów, by rzeźbić duchowy pokój.

Używać bólu, by kamienować upodobanie.

Używać przeszkód, by otwierać okna intelektu.

Nigdy nie przestawaj…

Nigdy nie rezygnuj z ludzi, których kochasz.

Nigdy nie rezygnuj ze szczęścia, bo życie jest niewiarygodnym spektaklem!

ŻYCZĘ WAM WSZYSTKIM, BY ROK 2016 BYŁ DLA WAS SZCZĘŚLIWY” 

Papież Franciszek

W tym temacie polecam też nagranie z mszy na Służewie z 3.12.2015 o. Janusza Chwasta OP

http://www.sluzew.dominikanie.pl/uwielbienie_uzdrowienie/

 

zdjęcie z herbatą: Tola Martyna Piotrowska http://tolala.pl/

18 thoughts on “Bóg, który nas umacnia

  1. Chciałam tu napisać coś bardzo poetyckiego i niezmiernie długiego, komentarz, który byłby ozdobiony kilkunastoma pięknymi słowami. Ale myślę, że lepiej jest napisać prosto – Dziękuję Ci za ten wpis, nawet nie wiesz jak bardzo mi pomaga.. :)

  2. Rewelacyjny tekst! Jak dobrze regularnie przypominać sobie o tym, że Bóg przecież ma wszystko w swoim ręku; że jeśli On jest z nami, któż przeciwko nam? Że moc, która wyprowadziła Chrystusa z grobu jest dziś wciąż taka sama, aktywna, działająca w nas! Alleluja:)

  3. Po kilku ostatnich dniach, ciągłego stresu, niepowodzeń i rozczarowań, ten tekst postawił mnie na nogi. Pragnę za to ogromnie podziękować i wyrazić swój podziw dla tak pięknego wpisu. Trafiłam na blog przez przypadek, chodź widzę, że taki był cel Naszego Tatusia, abym znalazła pocieszenie i pokrzepienie, a także siłę na czas walki z egzaminami. Kończąc przerwę w nauce. Jeszcze raz dziękuję. Jutro wybiorę się na uczelnie silniejsza, powtarzając sobie słowa: „WSZYSTKO MOGĘ W TYM, KTÓRY MNIE UMACNIA” .

  4. Dla mnie motto codzienne od samego rana, aby uczyć się być szcześliwą krok po kroku , bo to bardzo trudne zadanie.
    Psalm 118: ” Oto dzień , który Pan uczynił: Radujmy się zeń i weselmy”. Oto on. O to ten dzień. Nie wczoraj. Nie jutro. Ten dzień.

    Cytat pochodzi z Książki Reginy Brett: „Bóg , który nigdy nie mruga”

  5. Witam, dziękuję Pani za wpis. Według mnie największą cechą tego bloga jest rozkochanie czytelnika w Bogu i zachęta do wejścia z Nim w zażyłe relacje. Pozdrawiam serdecznie.
    Fragmenty z Dzienniczka Św. Faustyny:
    „Zrozumiałam, że w pewnych i najcięższych momentach będę sama, opuszczona od wszystkich i muszę czoło stawić wszystkim burzom i walczyć całą mocą duszy, nawet z tymi, od których się spodziewałam pomocy.
    Ale nie jestem sama, bo jest ze mną Jezus, z Nim nie lękam się niczego. Dobrze sobie zdaję sprawę ze wszystkiego i wiem, czego Bóg ode mnie żąda. Cierpienie, wzgarda, pośmiewisko, prześladowanie, upokorzenie, będzie stałym udziałem moim, nie znam innej drogi; za szczerą miłość – niewdzięczność. Taka jest ścieżka moja, wydeptana śladami Jezusa.”
    Pan Jezus: „…Córko Moja, nie lękaj się niczego, Jam zawsze z tobą; wszyscy przeciwnicy o tyle ci tylko szkodzić będą, o ile Ja im na to pozwolę…”
    „Kiedy się modliłam przed Naj[św.] Sakramentem, nagle ustąpiło mi cierpienie fizyczne i usłyszałam głos w duszy: – widzisz, że mogę ci dać wszystko w jednej chwili, Mnie nie krępują żadne prawa.”
    „Kiedy rozmawiałam z Bogiem utajonym, dał mi poznać i zrozumieć, że nie powinnam się wiele zastanawiać i lękać trudności, jakie mnie spotkać mogą. – Wiedz o tym, że Ja jestem z tobą, Ja sprawiam trudności i Ja je zwyciężam, a usposobienia nieżyczliwe mogę zmienić w jednej chwili na przychylne sprawie tej. – Wiele mi wyjaśnił Pan w dzisiejszej rozmowie, chociaż nie wszystko piszę.”
    Fragmenty z Orędzi:
    Pan Jezus: „Świat łudzi się, że posiadł władzę, ponieważ dopuściłem to złudzenie, aby obnażyć jego pychę…”
    Pan Jezus: „…Moje dziecko, chcę, abyś odczuwała Mnie nieustannie w twojej duszy, bo to właśnie stałe i nieustanne uświadamianie sobie Mojej obecności w tobie, jest źródłem prawdziwej świętości…”
    Pan Jezus: „Dzieci, Ja wam daję cierpienia jako łaski Moje. Gdzież jest wasza wiara?! Ufajcie Mi! Czy Ja, Bóg Wszechmogący, Stwórca wszelkiego żywota nie wiem co robię?! Jaka droga jest najlepsza? Moja, czy może inna? Co postanowię, tak się stanie, a wy nie wymawiajcie się przed cierpieniem, bo całą wieczność w szczęśliwości wam daję za tę garstkę cierpień na ziemi…”
    Pan Jezus: „…Dotykanie Absolutu niesie z sobą ryzyko utracenia świata i możliwości pojmowania świata. Pojmując Boga i żyjąc Jego życiem, człowiek traci zdolność odnajdywania się w rzeczywistości ziemskiej, nie pragnie jej i nie może jej ścierpieć. Bóg daje Siebie, ale odbiera wówczas wszystko inne. Cena za dotykanie Boga jest bardzo wysoka. Człowiek pozostaje ogołocony ze wszystkiego w świecie, a posiada Boga i polega już tylko na Bogu.”
    Pan Jezus: „Ilu do Mnie przyprowadziliście? Pytam? Ilu? Ja mam miliony dzieci. Ilu z was nawróciło Mi chociaż 10?…pragnę, abyście tak organizowali swoje zadania, aby na pierwszym miejscu było nawracanie dusz. Będziemy żyć i cieszyć się sobą przez całą wieczność, teraz jednak toczy się walka o dusze…”
    Pan Jezus: „…Ja jestem Wolnością i Rozkoszą, ale większą nad wszystko co znacie. Wasze dusze są stworzone do większych rozkoszy nad to, czego możecie doświadczyć poprzez zmysły. W rzeczy samej, wasze zmysły odgradzają was od świata rozkoszy i szczęścia przeznaczonego wam na wieki…Człowiek duchowy przystosowuje zmysły do służby duchowi, ogałaca je i ujarzmia, aby nie przekraczały swoich funkcji i nie mamiły umysłu i serca. Człowiek cielesny pozwala się ogłupić swemu ciału i zmysłom, tak że spełniając ich żądania oddaje swe ciało i duszę pod panowanie demona…”
    Św. Andrzej Bobola: „…My już sami nie możemy cierpieć, aby dopomóc Bogu w Jego dziele Zbawienia. Jesteśmy jakby skazani na wieczną szczęśliwość. Wy natomiast cierpicie i obyście cierpieli jak najwięcej. Wierz mi, to prawdziwe, szczere i najlepsze życzenia…Zapamiętajcie, że żaden święty nie może patrzeć spokojnie na marnujące się na ziemi cierpienia, znając już ich wartość w Niebie…”
    Pan Jezus: „Córko Moja, zapisz, że pragnę wielkiego zadośćuczynienia. Zadośćuczynicie Mi modląc się i błogosławiąc Mi w każdym ucisku. Po to pozwalam na wasz ucisk dzieci, abyście mogli składać Mi to w ofierze. Nie szamoczcie się więc w swoim cierpieniu, ale ofiarujcie Mi swoje zmagania, niezrozumienie i odrzucenie. Widzę was, spoglądam na was radośnie Moja garstko…”

  6. Dziękuję za ten wpis! :) Trafiłaś z nim w przysłowiowy „punkt” – akurat też przechodzę przez jakąś dziwną relacyjnie sytuację, która wydarzyła się „z niczego” i nagle zostałam przedstawiona jako ktoś, kim nie jestem, do tego w ciągu jednej chwili zmieniłam zdanie o swoim przyjacielu – nie pozostawił sobie nawet żadnej szansy do obrony. To przykre kiedy stajesz się przedmiotem sporów albo co gorsza ktoś się Tobą w jakiejś sprawie zasłania czy posługuje. Trzymam kciuki, żeby wszystko się u Ciebie jak najszybciej naprostowało i przestało być źródłem stresu :)
    A dodam jeszcze – też zawsze w takich sytuacjach najpierw pojawia mi się złość, niedowierzanie, tupanie nogą. Ale zaraz staram się szukać dobrych stron i ufać, że Pan wie, co robi. Bo do tej pory zawsze, ale to absolutnie zawsze okazywało się później, np. kilka miesięcy po, że naprawdę dobrze się stało, bo albo otworzyły się nowe możliwości albo zniknęło potencjalne zagrożenie, które właśnie mogło się uaktywnić.
    Z mężem w takich chwilach mówimy sobie: ok, najważniejsze, że jesteśmy razem, idziemy ramię w ramię i działamy tak, jak czujemy intuicyjnie (czyli jak podpowiada nam Bóg) – nie pomyliliśmy się jeszcze. Chociaż wiadomo – najpierw jest ciężko przetrwać. Ale za to potem wychodzimy mocniejsi i bardziej przekonani o swoim oddaniu :)
    Pozdrawiam ciepło!

  7. Od trzech dni ,wieczorami czytam Twojego bloga i jak mi Bog mily -droga Kasiu -splynal na mnie spokoj.Przez Twojego bloga BOG „przypomnial „o sobie.A ja zapomnialam juz ,jak cudownie i bezpiecznie bylo mi z Nim ,gdy rano budzilam sie i mowilam :Panie Jezu i ten dzien oddaje Tobie ,zajmij sie nim w sposob ,ktory doprowadzi mnie do zbawienia.
    Dzieki wielkie:)

  8. znalazłam tego bloga dosłownie przypadkiem, a że nie wierzę w przypadki, a jedynie działanie Ducha Świętego, to muszę przyznać, że takiej witryny właśnie w swoim katalogu blogów ulubionych potrzebowałam. Dziękuję, robisz najlepszą robotę! <3

  9. Jestem chrześcijanką, jednak ostatnio miewam chwile zwątpienia. Bywa, że trudno mi pojąć, iż ktoś może mnie kochać tak bezgranicznie, tak pięknie. Bywa, że czuję się zmęczona i zniechęcona, szukam odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, ale zamiast je znaleźć, zyskuję jeszcze więcej wątpliwości. Bywa, że myślę sobie: ,,A co jeżeli to nie tak?”. Czasem jestem na takiej huśtawce, miotam się między moimi myślami. Może jest to związane z tym, że szukam swojego miejsca w świecie, non stop zadaję sobie trudne pytania, aż czasem głowa mi pęka. Ale ad rem. W czasie modlitw wyciszam się, zamykam oczy i po prostu skupiam na rozmowie z Bogiem. I czasem czuję, że ogarnia mnie takie magiczne uczucie spokoju, ciepła i pewności: tak, ktoś nade mną czuwa. Czuję, że ten ktoś mi odpowiada, chociaż nie umiem tego wyjaśnić. I to jest naprawdę niesamowite.
    Och, to ,,przekupywanie” pana Boga… skąd ja to znam. Dopiero po jakimś czasie zrozumiałam, że coś tu nie gra, jakby Bóg powiedział w końcu: ,,Dziewczyno, ale ty tak na serio?”:D Jednak do tej pory się zdarza. I wtedy muszę przypomnieć sobie, że on nie potrzebuje ,,zapłaty” za całe dobro, które mi daje, że tę miłość daje nam zupełnie bezinteresownie.
    Czasem, gdy jestem zagubiona, zaglądam na tego bloga i bardzo za niego Pani dziękuję. Niekiedy takie słowa są naprawdę potrzebne i pomagają mi się pozbierać, pogadać szczerze z panem Bogiem, naprawdę uwierzyć. Dziękuję.

  10. Trafiłam tu zupełnie ‚przez przypadek’ (bo wiadomo przypadki nie istnieją).. Od dawna nie byłam w stanie chyba do końca czuć. Po przeczytaniu Twojego tekstu popłynęły mi łzy,na które tak długo czekałam.. Dziękuję Ci za nie.

  11. Bardzo piękny post. Pani odczuwanie przypomina mi moje ciągłe rozterki. „Boże proszę ten jeden raz daj mi coś zrobić, daj mi kopa, rozwiąż to, a ja w zamian….”.
    On daje nam bez naszych zapewnień, bez targowania się. Ufać- to takie proste,a takie trudne do wcielenia w życie.
    Życzę ufności, która nie stawia pytań, która jest sama w sobie odpowiedzią.

    Katoholistka

Odpowiedz na „OliwkaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>