Bóg, który mnie prowadzi

tolala-kasia-wywiad1-ania-dec-male-3679

Z Anią Dec, jedną z najbardziej lubianych prezenterek pogody w Polsce, a prywatnie żoną Tomasza i mamą małej Zuzi, znamy się od dawna z pracy. Jakoś tak jest, że ilekroć się spotkamy, nigdy nie możemy się nagadać – tyle jest wspólnych tematów. Ania jest dla mnie osobą zawsze uśmiechniętą, pełną zapału i słonecznej energii. Jestem ciekawa, skąd bierze się to jej pozytywne nastawienie do życia i skąd w jej oczach tyle uśmiechu. Na wywiad umówiłyśmy się w Kuchni Otwartej na warszawskim Wilanowie. Zanim włączę dyktafon, przez dłuższą chwilę rozmawiamy o nowinkach kosmetycznych, których obie jesteśmy fankami.

tolala-kasia-wywiad1-ania-dec-male-3499

KASIA: Aniu, jesteś dla mnie takim promyczkiem, zawsze pozytywnie nastawiona, uśmiechnięta, dużo tego słońca. Czym jest dla ciebie „kobiecość”?

ANNA: Kobiecość to właśnie światło. Jest inne u każdej z nas i każdą z nas definiuje. To blask, którym emanujemy przez całe życie. Może być bardzo subtelny, ale jesteśmy go świadome. Kobiecość to dojrzałość, wartości, przemyślane wybory. To coś, co sprawia, że promieniejemy pięknie wewnętrznym światłem.

Jak tak o tym mówisz, przypomina mi się dzisiejsze poranne spotkanie. Byłam gdzieś z grupką bardzo zaradnych i mądrych życiowo kobiet, jedna z nich nagle powiedziała do mnie: „Wiesz co? Mnie już nic nie cieszy”. Kiedy patrzę na ciebie, zawsze mam wrażenie, że w każdej sytuacji potrafisz dostrzec coś dobrego i czerpać z tego radość. Skąd się u ciebie biorą poczucie szczęścia, optymizm?

Odpowiedź nie będzie optymistyczna. To, co mnie zbudowało, to tak naprawdę bardzo trudne historie. Nie chcę za bardzo się tutaj w nie zagłębiać, ale kiedy byłam dzieckiem, nasza rodzina przeszła dużo trudnych chwil. A jednak przetrwaliśmy. Wiele razem przeszliśmy. Zawsze byliśmy i nadal jesteśmy bardzo ze sobą zżyci, ale części bliskich mi osób nie ma już z nami na tym świecie. Nie wiem, dlaczego akurat my, ale zostaliśmy bardzo dotknięci przez życie. I suma tych doświadczeń w połączeniu z nieustającą wiarą i zaufaniem Bogu mojej świętej pamięci babci Czesławy oraz mojej mamy sprawiła, że budziło się we mnie i dojrzewało takie światło i docenianie codzienności.

tolala-kasia-wywiad1-ania-dec-male-3605

[…] Zawsze marzyłam o pracy w telewizji. Najpierw myślałam o teatrze, ale stwierdzi- łam, że lepiej się czuję, będąc sobą. Później blokowała mnie moja wielka nieśmiałość – tragiczne doświadczenia z dzieciństwa bardzo zamknęły mnie na ludzi. […}

Dziewczyna z Podlasia, nieśmiała, z rodziny, która dawała ogromne wsparcie emocjonalne, ale nie finansowe. Kto cię zachęcał do realizacji tego marzenia?

To chyba dzięki mamie trochę wierzyłam w bajkę o Kopciuszku… Mama zawsze mówiła, że trudne życiowe doświadczenia dają nam dużo siły. Że cierpliwi będą nagrodzeni, że tak naprawdę dla marzeń nie ma granic. I ufałam jej. Pamiętam, jak byłam zmobilizowana, żeby podporządkować wszystko realizacji moich ambitnych planów. Przyświecała mi wiara, że wszystko jest możliwe. Poczucie, że jestem wyjątkowa, i przekonanie, że te trudne doświadczenia w życiu mnie nie złamią, a wręcz że mam przez to coś do przekazania światu. Wprawdzie one nie dotknęły bezpośrednio mnie, ale wydarzyły się w moim najbliższym otoczeniu i dotknęły tych, których kocham. Najważniejszą życiową lekcją było dla mnie obserwowanie reakcji i zachowania moich rodziców i babci, tego, jak oni radzili sobie w obliczu tych wydarzeń. Moja druga babcia Jadwiga również wiele przeszła. Została sama z czterema dorastającymi synami, kiedy w wieku czterdziestu dwóch lat zmarł dziadek. Babcia musiała utrzymać rodzinę ze skromnej pensji woźnej w szkole. A mimo to zawsze miała poczucie humoru, nigdy nie narzekała. Dzielnie stawiała czoła wszystkim problemom. Szukała dodatkowej dorywczej pracy. I do tej pory przepełnia ją radość życia. Tę radość i trochę naiwność starannie pielęgnowałam w sobie. Czułam, że nie powinnam na siłę próbować dorosnąć, tylko że te trochę dziecię- ce cechy, zaufanie do ludzi warto jednak zachować. Warto o nie dbać i je doceniać. Mimo wszystko. Mieć w sobie krzepiące przekonanie, że zawsze mogło być gorzej. Naprawdę długą drogę przeszłam, żeby być w tym miejscu…

Ile lat to zajęło w ogóle? Od tego marzenia do realizacji?

Miałam czternaście lat, kiedy postanowiłam, że tak chcę pracować. Wiedziałam, że to nie będzie łatwe. Nie miałam żadnych znajomości. Nie mówię, że na tym się ten świat opiera, ale ja nie jestem z Warszawy, moich rodziców nie było stać na to, żeby wysłać mnie na studia dziennikarskie do stolicy, a to było moim marzeniem. Od dziecka w ogóle marzyłam, by mieszkać i żyć w Warszawie. Kiedy tu przyjeżdżałam, czułam się jak u siebie i szukałam byle pretekstu, by tu być.

Rodzice nie mieli środków, żeby mi pomóc. Pomagali jak i kiedy mogli. Ale moje postanowienie czternastoletniej dziewczynki było niezłomne. […]

tolala-kasia-wywiad1-ania-dec-male-3541

Wiem, że z mężem poznaliście na peronie. Zakochaliście się od pierwszego wejrzenia?

Tak. To było spotkanie, którego nie zapomnę. Marzyłam o nim dwa lata. Po pięciu się pobraliśmy. Ktokolwiek nas poznaje, mówi: „Boże, jesteście tak różni, jak wy ze sobą wytrzymujecie?!”. Mój mąż to introwertyk. Jest wycofany, nie lubi ludziom imponować. Ja jestem otwarta.

Dużo daje naszemu małżeństwu to, że się wspólnie modlimy i szczerze rozmawiamy. Ale oczywiście – żeby nie było tak słodko – czasem też się kłócimy! Chociaż jesteśmy na pierwszy rzut oka tak różni, łączy nas wiele podobieństw. Oboje nie lubimy robić niczego pod publikę. Nie lubimy na siłę imponować. Jesteśmy bardzo uczuciowi, oboje też do- świadczeni przez życie – on w inny sposób, ja w inny. Dlatego pragniemy zbudować taką rodzinę, taki dom, dawać świadectwo miłości i wiary. Kto nie wierzy, ma inne podejście do życia, ale ja uważam, że wszystko jest w życiu jednym. Bo Bóg to właśnie ta Miłość, która składa się z małych emek, z tych miłości do przyjaciół, do pracy, do codzienności, do rodziców, do współmałżonka. To szacunek do człowieka. To ta miłość nas definiuje i im więcej doświadczymy jej w życiu, tym bardziej nas zbuduje i doprowadzi tam, dokąd zmierzamy – różnie to każdy nazywa. Ja zawsze wiedziałam, że chcę dawać świadectwo tej Miłości.

tolala-kasia-wywiad1-ania-dec-male-3797

Czym jest dla ciebie miłość małżeńska?

Trwaniem mimo wszystko. To przecież naturalne, że mnie dużo rzeczy w moim mężu denerwuje, że mi przeszkadza, że mamy gorsze dni. Szlifujemy swoje charaktery i spieramy się też czasami o takie proste codzienne rzeczy. […]

Czemu tak wam zależało na tym ślubie i hucznym weselu?

Tak sobie wymarzyłam już jako dziecko. Chciałam mieć wesele, chciałam mieć biesiadę. Dużą biesiadę, bo na takich weselach jako dziecko bywałam tam, na Podlasiu. Takie wesele chciałam mieć. No i oczywiście ważny był dla nas ślub, sakrament ślubu.

Oboje z Tomkiem zostaliśmy wychowani w wierze i zawsze była ona dla nas ważna. Wiara towarzyszy mi na co dzień od małego. Dzięki niej jestem taka silna: dzięki wierze, nadziei i miłości… Ta ufność daje mi ochronę, siłę i większą wrażliwość, spostrzegawczość, zapewnia pogłębione rozumienie świata. Była źródłem najpiękniejszych chwil w naszym życiu i największej siły w trudnych momentach. Kiedy jeszcze dziadek żył i później przez wiele lat chodziliśmy całą rodziną na pielgrzymki na Jasną Górę. Cała rodzina. Moi rodzice podczas pielgrzymki wzięli ślub. Szli przez dziewięć dni z Warszawy na Jasną Górę, później się przebrali pod Częstochową w stroje ślubne, wchodzili tak na Jasną Górę.

tolala-kasia-wywiad1-ania-dec-male-3516

Też w Częstochowie?

Nie, w Łapach. Ale to też było moje marzenie, bo jako mała dziewczynka bawiłam się we własny ślub, słuchając kazania na kasecie magnetofonowej ze ślubu rodziców, i całe moje pojmowanie miłości trochę się wzięło z tego kazania. Ojciec Melchior mówił, że miłość to takie duże M, które składa się z małych emek, że nie można się rozdrabniać w życiu i że warto czekać na tę jedną miłość. Mimo młodego wieku i braku pieniędzy mówiłam: „Tomek, weźmiemy ślub. Zobaczysz, to jest dobra droga”. Dostaliśmy bardzo dużo znaków. Pojechaliśmy w tej intencji do Rzymu, znalazłam bilety za trzydzieści złotych w tanich liniach, i zabraliśmy jeszcze teściową. Chciałam jechać na grób Jana Pawła II, by prosić o natchnienie i siłę do realizacji powołania.

I pojechałaś do Rzymu z Tomkiem?

Tak, bo bardzo chciałam jechać na grób Jana Pawła II i pomodlić się za naszą przyszłą rodzinę. Nawet napisałam karteczkę z intencją, żeby Bóg nas prowadził. […]

tolala-kasia-wywiad1-ania-dec-male-3522

Ile lat mieliście wtedy?

Ja dwadzieścia trzy, Tomek dwadzieścia cztery. On był przez rok na politechnice, później zmienił uczelnię, dlatego szliśmy praktycznie równolegle. Tylko on był na jednolitych magisterskich w Białej Podlaskiej, magisterkę też tam robił w trybie dziennym. Powiedziałam mu: „Tomek, ale to jest fantastyczne, że będziemy na odległość. To jest taka próba dla nas. Nie na zasadzie kopiuj-wklej: wszyscy skończą studia, mają pracę, organizują ślub i zapraszają na niego swoich szefów i robią wszystko pod innych. My zróbmy to po naszemu”. Byliśmy biedni, mieliśmy kasę z prac dorywczych, bo on też oczywiście poza studiowaniem dużo dorywczo pracował. Na wszystko musieliśmy zapracować sami. Przekonywałam go: „To jest piękne, że nie mamy nic. Zobacz, jaka to będzie satysfakcja, jak już kiedyś zbudujemy wspólny dom”.

Zawierzyłam to wszystko Najwyższemu. Modliłam się: „Boże, wiesz, że moim priorytetem jest życie w rodzinie, że mam Tomka, chcę mieć dzieci, jak nie będę mogła mieć, to trudno – wola Nieba. Ale mam dawać świadectwo życia rodzinnego. Czy z dziećmi, czy bez dzieci – jak zdecydujesz. Nie chcę też zmarnować talentu, który mi dałeś – to Twoja wola. Daj mi siłę i uważność, jasne spojrzenie, żeby dostrzegać Twoje znaki, wykorzystywać możliwości, które mi codziennie dajesz”.

W Rzymie byliśmy w kwietniu, a w maju pojawiła się ta okazja pracy w Warszawie, wyjazdu, ślubu. W ogóle po przyjeździe stały się cudowne rzeczy i Pismo podpowiedziało mi wiele – babcia mnie tego nauczyła. Żeby nad Pismem w chwilach zwątpienia gorliwie wzdychać, modlić się o natchnienie…

tolala-kasia-wywiad1-ania-dec-male-3632

Nad Pismem Świętym?

Tak, nad Pismem Świętym. Szukam tam wskazówek w trudnych chwilach. Wtedy potrzebowałam takiej wskazówki, bo wiedziałam, że Tomek chce się pobrać, ale miałam też świadomość, że jego mama, mając trochę gorsze doświadczenia ze związkiem małżeńskim, boi się, że to będzie zbyt pochopne. Tomek bardzo szanował zdanie mamy. Bez jej wsparcia i błogosławieństwa nie zdecydowałby się na taki życiowy krok. I prosiłam o to prowadzenie Ducha Świętego dla nas. Czułam po prostu, że to jest ten moment, że nie możemy go przeoczyć. Potrzebowałam – realizując jednocześnie powołanie zawodowe – tego błogosławieństwa dla nas, żeby sakrament małżeństwa chronił nas w tym zgubnym świecie. Bo życie dookoła gubi, kusi. Kusi życie luksusowe, kuszą wyjazdy, kusi niezależność, kuszą krótkotrwałe relacje, propozycje. A ja od początku chciałam żyć tylko z Tomkiem. Wiedziałam, że nie można mieć wszystkiego, ale Tomka już miałam. I skoro Bóg postawił go wcześniej na mojej drodze, to stwierdziłam, że on w tym czasie miał się pojawić, żeby mnie może właśnie ochronić. I odpuściłam trochę te marzenia zawodowe. Myślałam: „Jeżeli mi się nie uda, to nic, ale będę jego żoną! Wrócę do Łap i będziemy jakoś żyć. Jakoś sobie poradzimy, zatrudnię się jako kasjerka w dyskoncie – cokolwiek, ale będę z nim”. Poznaliśmy się, nie mając nic. Za uciułane grosze jeździliśmy okazjonalnie na wakacje do Jastrzębiej Góry i wynajmowaliśmy na ostatnią chwilę w takiej piwniczce pokoik za dwadzieścia pięć złotych za dobę. I kochaliśmy siebie, tworząc taki związek. Wiedziałam, że skoro jestem z człowiekiem, który mnie kocha, kiedy ja tak nic nie znaczę w świecie, to on mnie będzie kochał zawsze. On sprawi, że przetrwam, że się nie zmienię, nie ulegnę wpływom, trendom, modom, nie będę się oglądać na to, co wypada, co się bardziej opłaca. Wiedziałam, że to jest naturalna ochrona. Bo chcę czuć, że mnie kocha ten człowiek, którego ja kocham, na którym mi najbardziej zależy.

Wiedziałam, że jeżeli idziemy dobrą drogą, to na pewno Pan Bóg jakoś to rozwiąże, że uzbieramy pieniądze na ten ślub i wesele. Grunt to podjąć decyzję, a reszta się ułoży. To ta moja pielęgnowana celowo naiwność (śmiech).

Ułożyło się?

Zaczęło się w końcu układać. […]

tolala-kasia-wywiad1-ania-dec-male-3459

Skąd bierzesz siłę w życiu, żeby walczyć z trudnymi emocjami, z duchami przeszłości?

Sporo ludzi oddaje się medytacji. A ja zawsze się modlę – to jest moja medytacja. I stwierdziłam, że potrzebuję jakiejś regularnej praktyki. Nigdy nie lubiłam spotkań wspólnotowych. Jakoś uciekam od tego, bo uważam, że wiara najlepiej się sprawdza, daje mi szansę na poznanie samej siebie i pogłębienie samoświadomości, kiedy żyję w różnorodnym środowisku. Bo najprościej jest być, mieszkać tu, gdzie wszyscy wierzą w to samo, jedzą to samo, szanują to samo. A sztuką jest funkcjonować, poznawać siebie i zachować konsekwencję w środowisku, które jest różnorodne. I to mi daje największą siłę … Nikogo absolutnie nie krytykuję, bo uważam, że wszystko prowadzi do jednego – do Miłości, którą jest Bóg. Raz zaczęłam odmawiać Nowennę pompejańską w intencji poczęcia dziecka: „Boże, wiesz, że jest taki chaos dookoła mnie, a ja chcę być mamą”.

Ale wtedy dowiedziałam się o mojej chorobie i zdałam sobie sprawę, że to nie najlepszy czas na macierzyństwo. Było duże ryzyko poronień. Bałam się takich doświadczeń. Stwierdziłam: „Trudno, poczekam”, choć bardzo pragnęłam dziecka. Po coś ta choroba była – była błogosławieństwem, mam wrażenie. Jednak zaczęłam odmawiać tę Nowennę i w końcu, wierzę, że dzięki modlitwie zostałam mamą mojej kochanej córeczki Zuzanny. Przez cztery lata prostowałam sprawy zdrowia i jestem Panu Bogu wdzięczna, że ta ciąża przebiegła tak bezproblemowo, że nie miałam nawet żadnych mdłości – aż wstyd się przyznać. Urodziłam naturalnie, czego pragnęłam. Najpierw się bałam i liczyłam na to, że mnie skierują na cesarkę. Ale na szkole rodzenia położna zmieniła moje nastawienie do porodu naturalnego i zaczęłam go bardzo pragnąć, walczyłam na porodówce. To było cudowne doświadczenie, wręcz przełomowe. Przeżyliśmy je razem z mężem. Cudownie, że ze mną był. Cudownie było to z nim przeżyć. Zawsze też na tych wszystkich etapach naszego życia jest Bóg. Bo nawet na porodówce zmówiliśmy Różaniec.

tolala-kasia-wywiad1-ania-dec-male-3571

 

A myślisz, że Bóg jest z ciebie zadowolony?

O, myślę, że jeszcze nie do końca. Ale na szczęście On jest miłosierny. Jestem tylko zwyczajnym człowiekiem. Słabym. Mam świadomość, że wiele z tego, co mamy, dostajemy z Góry, ale zostaliśmy też wyposażeni w wolną wolę. Dziękuję Bogu za całe dobro, które mam. Dziękuję często: rano, kiedy wstajemy, i jak się modlimy wieczorem – dziękuję za tę miłość, która mnie prowadzi przez życie. Najpierw była to miłość rodziców, później marzenie o miłości małżeńskiej, które się ziściło. Dziękuję za to, że mogę dawać świadectwo miłości. Nie chcę ewangelizować, nie chcę sypać cytatami z Pisma Świętego. Uważam, że to nie jest potrzebne w naszych czasach, to wręcz ludzi odstrasza. Myślę, że taką żywą ewangelizacją jest dawanie świadectwa prawdy i miłości. Uważam, że każdy daje świadectwo o sobie, o nas, o naszym życiu i pokazuje, że życie w miłości jest możliwe.

Wiem, że dzięki Bogu wytrwamy. Ja to po prostu czuję. I to w tych czasach, kiedy rodziny ulegają rozpadowi, ludzie się poddają. Może to dlatego, że brak dialogu, brak czegoś, co ich spaja. Brak tego pozaziemskiego pierwiastka. Może każdy chce udawać perfekcję. Nie wiem. Może każdy chce zachowywać pozory. Może mężczyźni za bardzo bronią swoich atrybutów męskości i nie chcą opierać relacji na partnerstwie. Szczęście to jest to spełnianie się i świadomość, że jestem fair. Nie zawsze się to udaje, ale wiem, kiedy robię źle, i chcę to naprawić. Kiedy czuję, że właśnie nie oceniam ludzi, daję każdemu taką samą szansę. Kiedy czuję, że robię coś w zgodzie ze sobą, godnie, wchodzę w to.

Nazwałaś to na początku: naiwna wiara.

Naiwna radość, dziecięca. Pielęgnowanie dziecka w sobie! Chcę być tym dzieckiem jak najdłużej, dbać o swoją wiarę i intuicję. W tych czasach, kiedy się mówi, że siła jest kobietą. Kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, chciałam mieć syna, bo bałam się o córkę. Ale jak urodziłam córkę, stwierdziłam: „Wiesz, Boże, co robisz. Muszę mieć córkę widocznie, bo przyszłość jest kobietą i intuicja kobiet jest dziś i w przyszłości”.

tolala-kasia-wywiad1-ania-dec-male-3882tolala-kasia-wywiad1-ania-dec-male-3889

Zdjęcia: Tola Piotrowska https://tolala.pl

Miejsce: Kuchnia Otwarta, Wilanów http://kuchniaotwarta.pl

Całość wywiadu w książce „Kobieta w wielkim mieście”

https://www.empik.com/kobieta-w-wielkim-miescie-olubinska-katarzyna,p1237134926,ksiazka-p

 

 

 

 

 

 

4 thoughts on “Bóg, który mnie prowadzi

  1. Wzruszający wywiad, dziękuje. Dziękuje ze w świecie w którym jest właśnie tak ogromny chaos, jest taki blog, który przynosi spokój.

  2. Kasiu, Twoje wywiady są piękne, szczere i prawdziwe :) Już nie mogę się doczekać jak będą mogła przeczytać Twoją książkę! Pierwszą czytałam z wielkim zapałem.

Odpowiedz na „KasiaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>