Bóg, który mieszka w przyczepie

przyczepa2

Często mnie się zdarza ostatnio, że ktoś podchodzi do mnie i prosi o pomoc i jeśli mogę to z wielką radością to robię. We wtorek obok Novotelu, w centrum Warszawy zaczepił mnie młody chłopak. Płaczliwym tonem zapytał, czy kupię mu obiad w barze mlecznym za rogiem. Powiedziałam że jasne. Idziemy do tego baru, a on mnie pyta, czy kupię też dla sześciorga głodnego rodzeństwa i dla mamy, bo tata umarł mu dwa tygodnie temu i nie mają co jeść.

„Najmilsi: Taka jest wola Boża, którą objawiono nam od początku, abyśmy się wzajemnie miłowali Nie tak, jak Kain, który pochodził od Złego i zabił swego brata. A dlaczego go zabił? Ponieważ czyny jego były złe, brata zaś sprawiedliwe. Nie dziwcie się, bracia, jeśli świat was nienawidzi. My wiemy, że przeszliśmy ze śmierci do życia, bo miłujemy braci, kto zaś nie miłuje, trwa w śmierci. Każdy, kto nienawidzi swego brata, jest zabójcą, a wiecie, że żaden zabójca nie nosi w sobie życia wiecznego. Po tym poznaliśmy miłość, że On oddał za nas życie swoje. My także winniśmy oddać życie za braci. Jeśliby ktoś posiadał majętność tego świata i widział, że brat jego cierpi niedostatek, a zamknął przed nim swe serce, jak może trwać w nim miłość Boga? Dzieci, nie miłujmy słowem i językiem, ale czynem i prawdą! Po tym poznamy, że jesteśmy z prawdy, i uspokoimy przed Nim nasze serce. A jeśli nasze serce oskarża nas, to Bóg jest większy od naszego serca i zna wszystko. Umiłowani, jeśli serce nas nie oskarża, mamy ufność wobec Boga.” (1 J 3,11-21)

Często mnie się zdarza ostatnio, że ktoś podchodzi do mnie i prosi o pomoc i jeśli mogę to z wielką radością to robię. We wtorek obok Novotelu, w centrum Warszawy zaczepił mnie młody chłopak. Płaczliwym tonem zapytał, czy kupię mu obiad w barze mlecznym za rogiem. Powiedziałam że jasne. Idziemy do tego baru, a on mnie pyta, czy kupię też dla sześciorga głodnego rodzeństwa i dla mamy, bo tata umarł mu dwa tygodnie temu i nie mają co jeść.

Przerażona tym rozmiarem nieszczęścia mówię, że oczywiście i próbuje się dowiedzieć, jak jeszcze mogę pomóc, pytam o pracę, opowiadam o instytucjach, które pomagają. Po chwili chłopak upewnia się, czy mam przy sobie gotówkę, bo w tym barze mlecznym można tam płacić kartą. Trochę dziwne w centrum Warszawy, ale ok. Nie mam oczywiście gotówki, więc idziemy do bankomatu. Z bankomatu prowadzi mnie do tramwaju, chociaż bar miał być za rogiem i wtedy sobie przypomina, że w tym barze nie można też nic kupić na wynos, więc prosi mnie o gotówkę. Już prawie sięgam do portfela, kiedy przypomniałam sobie, jak pana o kulach, któremu dałam pieniądze na leki ulicę obok, następnego dnia spotkałam beztrosko maszerującego z kawą i gazetą, a kupiony mu w kawiarence TVN obiad wylądował pod drzwiami i panie się dziwiły, czemu tam zakupy zostawiłam. Zamierzam tym razem być ostrożniejsza. Proszę więc chłopaka o jakieś nazwisko, numer telefonu, adres, ale on tylko nalega, żebym mu dała pieniądze. W momencie, kiedy próbuję znaleźć kartkę papieru, żeby mi napisał swoje dane chłopak nie wytrzymuje czekania. Zaczyna pluć na mnie, wyzywać i rzucać przekleństwa. Jest bardzo agresywny. Wykrzykuje z nienawiścią czego najgorszego mi życzy i odchodzi szybko. Spóźniona i rozdygotana docieram na następne spotkanie i kiedy opowiadając tę historię, jedna z kobiet z niedowierzaniem odwraca się na krześle i mówi, że w tym samym miejscu kilka miesięcy temu miała identyczne zajście, też z chłopakiem, któremu tydzień czy dwa tygodnie temu tata zmarł. Potwierdziły się moje przypuszczenia, że to naciągacz, najprawdopodobniej dzieciak nieźle wdepnął z uzależnieniem i taki sobie znalazł sposób na życie.

Byłam bardzo rozżalona po tym zajściu i obiecałam sobie większą asertywność w tym temacie pomocy, co w praktyce znaczy obojętność. Wytrzymałam do wieczora, bo jeszcze tego samego dnia późnym wieczorem trafiłam na zdjęcia tej przyczepy w internecie, w której mieszka kobieta z synem. Obok zdjęcia była prośba chłopaka, który mija codziennie tę przyczepę w drodze do pracy, prośba o pomoc napisana przez Piotra. Napisałam do Piotra że chcę pomóc i zostawiłam telefon a on od razu oddzwonił i rozmawialiśmy długo, co można by zrobić. Dziś jest czwartek. Dzięki internetowemu apelowi Piotra i jego zaangażowaniu mama z synem spali dziś w ciepłym łóżku, mają co jeść, dostali propozycje pracy, zainteresowała się nimi fundacja, która pomaga takim osobom. Duża sprawa. Dla nich to szansa na całkiem inne życie.

Stojąc dziś w oknie i patrząc na bezdomnych, którzy mają pod moimi oknami swój „szlak” w drodze do dużego śmietnika osiedlowego pomyślałam sobie, że koniec tego stania i patrzenia ze współczuciem. Zagrzałam pyszną zupę, zadzwoniłam do znajomego z prośbą, żeby mi przywiózł jednorazowe kubki do herabaty, nalałam zupę w kubki i wyszłam ich poczęstować. Zaskoczenia na twarzy nie da się opisać. Pan Włodek, którego poznałam przy zupie opowiedział mi o swojej żonie, jaka była piękna, jak pysznie gotowała i jak razem przeżyli 20 lat kiedy zmarła. Na ulicy żyje od 3 lat. Ma 62 lata. Mówi, że nie jest tak źle, tylko za żoną tęskni. Kolega oprócz kubków przywiózł też ciepłe ubrania.

Co chcę powiedzieć to tyle, że nie żyjemy w świecie idealnym i to prawda, że ktoś nas może oszukać, źle potraktować ale to od nas zależy co z tym zrobimy, jak zareagujemy. Zamykanie się i reagowanie złem na zło niczego nie zmieni. Ja nie zamierzam być obojętna, mimo że liczę się, że jeszcze nie raz może być niemiło. I to nie jest prawda, że żeby pomagać trzeba mieć fundację i miliony na koncie. Piotr po prostu wrzucił zdjęcie na fb i odmienił ludziom życie. Ja po prostu podgrzałam krem pomidorowy i rozgrzałam kogoś na 15 minut.

Chciałbym żebyście pamiętali, że bycie szczęśliwymi nie oznacza posiadania nieba bez burz, dróg bez wypadków, pracy bez trudu, relacji bez zawiedzeń. Być szczęśliwymi to odnajdywać siłę w przebaczeniu, nadzieję w walkach, pewność na scenie strachu, miłość w nieporozumieniach. Być szczęśliwymi to nie tylko doceniać uśmiech, ale także zastanawiać się nad smutkiem. Nie tylko świętować sukcesy, ale wyciągać lekcje z upadków. Nie tylko czuć się radosnymi pośród aplauzów, ale być radosnymi w anonimowości. Być szczęśliwymi to uznawać, że warto żyć, pomimo wyzwań, nieporozumień i okresów kryzysu. Być szczęśliwymi to przestać czuć się ofiarą problemów i stać się aktorem własnej historii. Być szczęśliwymi to nie tyle mieć doskonałe życie, ile raczej umieć wykorzystywać łzy, by nawadniać tolerancję. Wykorzystywać straty, by wyrabiać cierpliwość. Wykorzystywać błędy, by kształtować pogodę ducha. Nie wypierać się nigdy osób, które się kocha, nie rezygnować nigdy ze szczęścia” Papież Franciszek

12 thoughts on “Bóg, który mieszka w przyczepie

  1. To prawda, pomagając takim osobom, czasem samemu przychodzi zapłacić wysoką cenę. W moim przypadku mocno zraziłam się do tego, kiedy zostałam po prostu oszukana. Wtedy postanowiłam, że nie otwieram portfela na ulicy, chyba, że mam jasność, że ta osoba rzeczywiście potrzebuje tego chleba czy mleka, które po prostu mogę sama mu kupić. Za to gest z ciepłą zupą bardzo mi się spodobał :) Jest Pani pięknym znakiem, również w tym wielkim medialnym świecie. Dziękuję i pozdrawiam :)

  2. Wzruszyła mnie Pani, starego konia swoją dobrocią. Jest Pani niesamowita. Oby jak najwięcej takich ludzi. Swoją drogą postąpiła Pani trochę lekkomyślnie, żeby nie powiedzieć naiwnie, chadzając z typem po mieście, do bankomatu, bo to mogło się dla Pani źle skończyć. Znacznie gorzej niż wysłuchaniem inwektywów pod swoim adresem. Proszę następnym razem na siebie uważać, być bardziej roztropną, bo niestety jest wiele ludzi, którzy próbują żerować na naszym dobrym sercu i nieraz się o tym przekonałem. Pomagać jak najbardziej, ale z rozwagą.

  3. Ogromnie Pani zazdroszczę odwagi. Ja wielokrotnie mijam takie osoby, prośby o pieniądze zbywam przyspieszonym krokiem… Boję się, że spotkam się z agresją czy zwyczajnym oszustwem. Tym bardziej jestem pełen podziwu dla Pani, że po takiej przygodzie jak ta opisana, nie zraziła się Pani, nie zniechęciła, a jeszcze tego samego dnia zrobiła tyle dobrego. Świetnie się czyta takie historie. Jednocześnie gdzieś z tyłu głowy pojawia się myśl: „wyjdź, nie bój się”.
    Pani Katarzyno – życzę odwagi i wiary.

  4. Pani Kasiu jest Pani aniołem. Ja też nie potrafię przejść obojętnie obok ludzkiego nieszczęścia i staram się pomagać kiedy tylko mogę, tym którym nie poszczęściło się w życiu tak jak mnie, ale zgadzam się z Panem Hubertem, bo ten człowiek mógł Pani zrobić krzywdę. Miałam bardzo podobną ,,przygodę” jak Pani, z tym że w moim przypadku nie skończyło się na obelgach tylko na rekoczynach. Zostałam popchnięta, upadłam na chodnik, a człowiek któremu chciałam pomóc starał się wyrwać mi torebkę. Gdyby nie jeden młody człowiek, który widząc co się dzieje, zareagował i stanął w mojej obronie mogło to się dla mnie bardzo źle skończyć. Po tym zajściu też byłam rozżalona i bardzo zniechęcona, dostałam solidny opieprz od ludzi którym na mnie zależy za moją lekkomyślność. Postanowiłam skończyć z pomaganiem. I też długo nie wytrzymałam, bo kilka dni później zaczepił mnie przy dworcu starszy normalnie ubrany pan, powiedział że przyjechał do szpitala na badania, że okradli go w pociągu i nie ma jak wrócić do domu. Twierdził że potrzebuje na bilet powrotny. Pobiegłam do bankomatu, wypłaciłam pieniądze i wręczyłam mu 50zł. Pan gorąco podziękował życząc mi wszystkiego dobrego, mówiąc jaka jestem cudowna i jakie mam dobre serce. Stwierdziłam, że nieważne co mówią przyjaciele i mimo tego co mnie spotkało ja nadal będę pomagać tym co proszą o pomoc. Jakież było moje zdziwienie, gdy kilkanaście dni później zaczepił mnie ten sam starszy pan, znowu mówiąc o lekarzu, o kradzieży i o bilecie. Tego było już za wiele, wykrzyczałam mu w twarz że jest oszustem, naciągaczem, że żeruje jak hiena na dobrym sercu innych ludzi. Odwróciłam się na pięcie i odeszłam z płaczem w swoją stronę z poczuciem że jestem kompletną idiotką wierząc ludziom we wszystko co mi powiedzą. Pan dogonił mnie na przystanku, przepraszał, obiecywał że odda pieniądze natychmiast gdy będzie je miał. Odparłam że nie chcę tych pieniędzy, ale ma być ze mną szczery i powiedzieć na co mu są one potrzebne. Powiedział, że jest mu przykro że mnie oszukał, że ma bardzo niską rentę i brakuje mu na życie, ale wstydzi sie żebrać o pieniądze na jedzenie, leki i rachunki dlatego wymyślił tą bajkę o pociągu. Bylo mi go żal, ale tym razem nie byłam już taka naiwna i poprosiłam go o adres. Zebrałam grupę przyjaciół i pojechaliśmy do niego następnego dnia. Tym razem Pan nie kłamał. Pokazał nam swoje odcinki renty, ile musi płacić za czynsz, leki i rachunki, dowiedzieliśmy się jak się nazywa, poznaliśmy jego historię. Obiecalismy mu że będziemy mu pomagać, ale ma skończyć z naciąganiem ludzi. Pana Romka odwiedzamy do dzisiaj, pomagamy finansowo, dajemy jedzenie. Z przyjaciółką pomagamy mu przy porządkach. Sobie obiecałam nie być już taką łatwowierną, być bardziej asertywna i rozważną, ale nie obojętną. Zmieniłam taktykę i nie otwieram już portfela na ulicy tak często jak kiedyś, staram się pomagać również na innych płaszczyznach. Wspomagam finansowo Caritas, Towarzystwo Pomocy imienia Św. Brata Alberta, organizuje wśród znajomych zbiórki ubrań, żywności, zabawek dla domów pomocy społecznej. Mam pewność że mój trud nie zostanie zmarnowany, że pieniądze zostaną dane tym, którzy naprawdę tego potrzebują, nie zostaną wydane na wódkę i papierosy, a kupiony obiad nie zostanie wyrzucony do śmietnika natychmiast po tym, jak się odwróce. Przepraszam że tak się rozpisałam, ale mam nadzieję że dzięki mojej a przede wszystkim Pani postawie, dobrzy ludzie którzy czytają Pani bloga, a zastanawiają się pomagać czy nie pomagać, zaczną zauważać ludzi którym nie powiodło się w życiu tak jak nam i wyciągną do nich pomocną dłoń. Świata nie zbawimy i wszystkim nie pomożemy, ale nie możemy jedynie żyć z dnia na dzień, zajęci własnym życiem. Musimy chociaż spróbować uczynić ten świat lepszym. Pani Kasiu, proszę się nigdy nie zmieniać, bo jest Pani niesamowita:-)

    1. Chyba Pani jest niesamowita:) Ja tylko po kilku latach patrzenia na ludzi pod oknami nagle ocknęłam sie, że mogę się z nimi czymś podzielić. Dziękuję za podzielenie się tą historią!

  5. Witam. Jest jedno miejsce, w którym bezdomny, nędzarz jest księciem. Miejscem tym jest kościół.

    z książki „Święta Pani”: „…Najbiedniejszy ubogi, najskrajniejszy nędzarz – jest królem wobec cierpiącej [w czyśćcu] duszy. Cierpieniem, chorobą, kalectwem, głodem czy opuszczeniem może się jeszcze zasługiwać Bogu, może cierpliwie wszystko znosząc, zaskarbiać sobie Jego łaski i zmazywać winy…”

    Św. Faustyna (z Orędzi): „Gdybyś wiedziała co czeka cię za każde cierpienie nie płakałabyś, ale śmiała się w głos. Wierz mi, to życie szybko minie, a potem będziesz, patrząc wstecz, żałować, żeś więcej jeszcze nie cierpiała.”

    Św. Paweł (z Orędzi): „…Mówię ci to jako ten, który ogląda Chwałę Boga. Znoś najgorsze upokorzenia, bo będziesz żałowała każdego dnia, w którym go nie dostałaś. Taka jest zapłata za każdą łzę, za każdą kroplę krwi, że gdybyś to mogła teraz ujrzeć, nie żałowałabyś siebie już nigdy i sama rzucała się łapczywie na każdą możliwość znoszenia wszelkich mąk. Pamiętaj, że żaden dzień się nie powtórzy i że masz ich skończoną ilość. Wspinaj się po drabinie chwały i nie oglądaj…”

    Biedak kochający Boga i znoszący w pokorze wszystkie cierpienia życiowe, zasłuży na bardzo wysokie miejsce w hierarchii w Niebie, odczuwając przez całą wieczność gigantyczne rozkosze.

  6. Pani Kasiu, trafiłam na Pani bloga dziś, przypadkiem (?) :) , po przeczytaniu wpisu u O. Grzegorza Kramera. Bardzo się cieszę, że wiatr życiowych zawirowań przywiał mnie też na tę stronę. Na dziś dziękuję bardzo za Pani wrażliwość i za przytoczone słowa papieża Franciszka. Dotknęły moje serce chociaż chwilką pokoju i nadziei. Pozdrawiam serdecznie.

  7. Pracuję w pobliżu Novotelu, chłopaka o którym Pani napisała spotkałam kilka razy, zawsze ta sama historia, dokładanie taka jak w Pani opisie i reakcja na kategoryczną odmowę dania pieniędzy też niestety taka sama :( Ja też prawie dałam się nabrać za pierwszym razem… Wzorem pomocy bezdomnym jest dla mnie s. Małgorzata Chmielewska – dać wędkę, nie rybę. Budowa stolarni, aby mężczyźni uczyli się zawodu; stworzenie sadu, aby kobiety mogły robić i sprzedawać przetwory, czy szwalni… Pomoc to niezwykle trudny temat, trudno jest pomagać mądrze, ale jak to dobrze, że są wśród nas ludzie o wrażliwych sercach :)

  8. Szczęść Boże!
    Cudowna postawa Pani Kasiu i niech Dobry Bóg błogosławi i obdarza Swą Mądrością jak, gdzie i kiedy pomagać ! +:)

  9. Ja kiedys tez chcialam pomagac kazdej takiej osobie, a jak nic nie dalam to mialam wyrzuty sumienia i sama ze soba czulam sie zle, ale Bog mnie wyleczyl: „Nie dawajcie psom tego, co święte, ani nie rzucajcie pereł waszych przed wieprze, by ich przypadkiem nie podeptały nogami i obróciwszy się nie rozszarpały was”. Ew. Sw Mateusza
    Trzeba pomagac, ale z glowa, nie wszystkim „nie rzucajcie perel przed wieprze” .

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>