Bóg, który czeka w piwnicy

bizuu3

Niezwykle poruszyła mnie w tym Adwencie opowieść o Samarytance, która idzie z dzbanem do studni w samo południe, w największy skwar. Niby znałam tę opowieść ale ostatnio usłyszałam ją jakby po raz pierwszy. Ona idzie w samo południe, bo wie, że wtedy nikogo tam nie spotka. Bo ona nie ma ani ochoty, ani siły nikogo tam spotkać. Idzie zmęczona i spragniona, bez nadziei na wielki cud i właśnie tam czeka na nią Jezus; w jej najwiekszej samotności, w tym co najbardziej wstydliwe, na pustyni w piekący skwar. Czeka nie z jakimś marnym kubkiem wody ani z tańczącymi fontannami ale chce dać jej wody życia, napoić tak, żeby już nigdy nie pragnęła. Przychodzi w jej największej samotności i bólu, w tym, co doskwiera, żeby zaskoczyć swoim miłosierdziem. Takiego Jezusa spotkałam w te Święta.

bizuu5bizuu1

Zdjęcia: http://tolala.pl

Pamiętam, że od dzieciństwa zawsze bałam się ciemności. Wystarczyło, że znalazłam się w ciemnym pokoju i już przed oczami pojawiały się niestworzone stwory. Najgorsze dla mnie było zejście do piwnicy a mieszkaliśmy w starej kamiennicy z ogromną, ziejącą wilgocią piwnicą. Byłam przekonana, że jeśli tylko zejdę tam sama, z pewnością będzie tam czekała zła wiedźma albo biała dama (za czasów mojego dzieciństwa dzieciaki straszyły się białą damą), która mnie: zje, zaczaruje albo porwie do dalekiej krainy lodu. Albo wszystko jednocześnie. Dziś oczywiście śmiać mi się chcę z siły dziecięcej wyobraźni ale wtedy zejście do tej piwnicy było najgorszym koszmarem.

W życiu każdego z nas są takie piwnice. Takie miejsca i ludzie, że jak sobie pomyślimy, że je mamy, że mamy do tego wrócić, zajrzeć, spotkać tę osobę ponownie i z nią porozmawiać, to nam się żołądek na drugą stronę wywraca i mamy ochotę uciec gdzie pieprz rośnie albo jak nam się to wydarzy to po prostu umrzemy na miejscu jak rażeni piorunem. Podstawowe lęki dotyczą podobno: zdrowia, miłości, pieniędzy i pracy. Taki na przykład rozwód jest traumą porównywaną z żałobą po śmierci kogoś bliskiego ale często boimy się rzeczy tak irracjonalnych, że aż wstyd się przyznać. Ja tak mam i oczywiście się nie przyznam, bo wstyd i oczywiście nie wpadłabym na to sama, żeby do swojej „piwnicy” lęków zaprosić Jezusa. To w końcu Bóg, więc chciałoby się stanąć w takiej białej sukience i dygnąć wdzięcznie z uwielbieniem ale te czarne piwnice w nas to już przed Bogiem jakoś nie wypada. A w ogóle kto ma ochotę włazić do zatęchłej piwnicy, z Bogiem czy bez Niego. Tymczasem ja tam zeszłam w ten Adwent to piwnicy swoich największych lęków i to wcale nie z własnej woli. Wierzę, że to On mnie tam zabrał, ale tylko po to, żeby i tam zapalić światło. Zrobił to delikatnie, dał ludzi, żebym rozumiała co się dzieje ale pokazywał najciemniejsze kąty: pajęczyny, gruz, trochę zgnilizny. O rany, co to był za widok.

Nie ośmielę się zdradzić szczegółów. Byłoby to mało apetyczne i przyjemne. Nie pasujące do świątecznej atmosfery a wiadomo, że świąteczna atmosfera zawsze ważna. Dla mnie przynajmniej zawsze była. Ma być miło. Wiadomo. A schodzenie do swojej piwnicy miłe nie jest. Jest ciemno, brudno, śmierdzi i z każdego kąta ucieka jakaś mysz czy inny strach. W tym Adwencie spotkałam się ze swoimi lękami: tymi z dzieciństwa irracjonalnymi i tymi całkiem dorosłymi, ze swoim gruzem i ze swoim brudem, z zaniedbaniami, z ranami, z niewybaczeniami, które gniją i z tym wszystkim, co zamknięte za najgrubszymi drzwiami, takimi, których się nigdy nie otwiera, bo śmierdzi. W tej śmierdzącej piwnicy był ze mną Jezus.

Nie ośmielę się opisać tego wszystkiego, co się działo w moim życiu przez ostatnie tygodnie i jak różne strachy wyłaziły z ciemnych kątów, jak On mnie z nimi konfrontował. Przełomem były dla mnie rekolekcje o. Norberta Kuczko pt. „Obudź życie” na warszawskim Służewie, podczas których usłyszałam, że Bóg chce nas, a nie naszych masek. To tak w skrócie. W całości można tych rekolekcji odsłuchać na stronie Dominikanów w zakładce: nagrania. Dzięki tym rekolekcjom zaczęłam łączyć kropki – nazywać rzeczy po imieniu i dziękować Jemu, że mnie uwalnia, że sprząta moją piwnicę, że przyszedł do największego gnoju we mnie, do mojej stajenki.

W prezencie świątecznym dostałam od Niego nowe serce i duszę, wolność od uraz i krzywd, pokój i radość w sercu. Jestem wdzięczna za te wszystkie doświadczenia, które jeszcze przed chwilą wydawały się koszmarkiem, za niezwykłych ludzi, ich troskę i modlitwę, za każdą prawdę. Już teraz wiem, co to znaczy, że prawda wyzwala. Dopiero po konfrontacji z prawdą o nas, naszych zdolnościach i brakach, naszych lękach i marzeniach, naszych relacjach i ludziach, o których wydaje nam się, że coś o nich wiemy, możemy się uwolnić. Niektóre z tych rzeczy: wyobrażeń, relacji, przyzwyczajeń – wyrzuciłam na śmietnik. Inne udało się z Jego łaską uzdrowić i są piękniejsze, niż kiedykolwiek. Jeszcze inne są jak ten dozorca z łopatą w filmie „Kevin sam w domu” – w bliższym kontakcie okazują się przemiłym, troskliwym staruszkiem. Dużo jeszcze przede mną.

Dziękuję Ci dobry Boże za prawdę, która chociaż czasem trudna, to wyzwala, za pokój w sercu, za szczerość, radość i wdzięczność, za to, że otwierasz oczy, za to, że uzdrawiasz. Dziękuję Ci Boże, za to, że wszedłeś w moje ciemności ze swoim światłem i czystym powietrzem, którym chcę oddychać pełną piersią. Taką wolność dajesz tylko Ty. Dziękuję za wszystkich ludzi w moim życiu: tych trudnych dla mnie i tych życzliwych, tych, którzy rozczarowali, bo to tylko ich bieda i tych, którzy zaskoczyli miłością, bliskością i troską. Dziękuję za wszystkich księży-ziemskich przewodników i tą jedną wyjątkową siostrę zakonną. Za przyjaciół i rodzinę. Dziękuję, że Ty „ślepemu wzrok, głuchemu dźwięk, zmarłemu życie dasz, chromemu krok, niememu pieśń, przynosisz Chryste nam” (fragment utworu „Mario, czy już wiesz” TGD). Dziękuję za to, że nie chcę już chodzić po wodzie i widzeć znaki, ale doceniam zwykły spacer z radosnym sercem, każdy mały krok w dobrym kierunku, że zamiast wyrafinowanej dyskusji na poziomie wystarcza mi filiżanka herbaty i zwykłe „jak się czujesz” z kimś, kto naprawdę patrzy w oczy. Dziękuję, że zamiast przed świętami „zbawiać świat” znalazłam czas na prawdziwą bliskość z ludźmi dookoła mnie. Dziękuję Ci za odkrycie, jak wiele można usłyszeć w ciszy i odnaleźć w samotności. Dziękuję za wrażliwość, za zwykłą życzliwość, za wiarę, nadzieję i miłość. Dziękuję za wszystko co niewinne i bezbronne. Dziękuję, że pokazujesz, kim naprawdę jestem.

 

„Dzisiaj odkrywamy na nowo, kim jesteśmy! W tę noc zostaje nam ukazana droga, jaką trzeba przemierzyć, aby osiągnąć cel. Teraz musi ustać wszelki strach i lęk, ponieważ światło wskazuje nam drogę do Betlejem. Nie możemy pozostać bezczynni. Nie godzi się nam stać w miejscu. Musimy iść i zobaczyć naszego Zbawiciela złożonego w żłobie. To jest powód do radości i wesela: to Dziecię „nam się narodziło”, „zostało nam dane”, jak zapowiada Izajasz (por. 9, 5). Ludowi, który od dwóch tysięcy lat przemierza wszystkie drogi świata, aby pozwolić każdemu człowiekowi na udział w tej radości, powierzona zostaje misja, by dać poznać „Księcia Pokoju” i stać się Jego skutecznym narzędziem wśród narodów”

Papież Franciszek podczas Uroczystej Pasterki w Watykanie, 2015.

 

12 thoughts on “Bóg, który czeka w piwnicy

  1. Piękne świadectwo, które widać że jest przepełnione prawdziwym doświadczeniem. Czytając je mogłam odnaleźć cząstkę siebie i swojego obecnego stanu ducha. Dziękuję za piękny dar z Pani serca, które pobudziło moje serce do refleksji. Pozdrawiam serdecznie ;)

  2. Pani Kasiu,
    serdecznie Pani dziękuję, że prowadzi Pani tego bloga i dzieli się swoją żywą i prawdziwą wiarą. Jest Pani jak taki świetlik w dzisiejszym świecie, niosący światło i prawdę.
    Dziękuję.
    Wszystkiego dobrego. +

  3. Ja dalej czekam na swój Adwent. Piwnica niewiarygodnie przeraża. Dziękuje Pani za to świadectwo, serdecznie pozdrawiam.

  4. Pani Kasiu,
    Chcę podziękować Pani za tego bloga. Chcę żeby Pani wiedziała że uratował już nie raz moje życie. Że jestem wdzięczna za Pani świadectwo że dzieli się Pani swoim doświadczeniem swoimi przemyśleniami one naprawdę ratują życie. Moje uratowaly. Dzieją się rzeczy teraz u mnie tak straszne że nie wiem jak je rozumieć, może to Bóg konfrontuje mnie z moją ciemną i straszną piwnicą o ktorej Pani pisała. Zwłaszcza że prosiłam i chciałam Go doświadczyć i prosiłam o zmianę w niektorych obszarach mojego życia. Dostalam teraz taką próbę ze nie wiem czy podolam. Mimo tego że trudno staram się ufać i wierzyć.
    Dziękuję że Pani jest. :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>